Bo... Tak jakoś wyszło

Ja oglądam anime ponieważ jest to dla mnie relaks i chwilowa odskocznia od ciągłej nauki i pracy. Nigdy nie śmiałbym stwierdzić, że oglądając anime traciłem czas. Wręcz jak przypomną mi się wieczory jeszcze za czasów technikum gdy czytałem każdego dnia po 20 rozdziałów mangi i do tego oglądałem parę odcinków aż mi się łezka w oku kręci. Miałem wtedy wieczorami mnóstwo ale to mnóstwo czasu a nie było w co ciekawego grać więc właśnie w taki sposób spędzałem ten czas. Czy mogłem lepiej spędzić ten czas? Wątpię, większość moich znajomych w tym czasie po prostu siedziała i grała w jakieś gry/mmo albo chodziła po "klubach". Tak jak pisałem dla mnie nie było nic ciekawego w mmo a osobą która chodzi po "klubach" nie jestem. Myślę, że spędzałem czas najlepiej jak mogłem ponieważ sprawiało mi to wielką przyjemność. Teraz chętnie bym do tego wrócił :P, ale to zapewne tylko dlatego, że byłoby to równoznaczne z mniejszą ilością obowiązków niż teraz. Sądze, że anime wpłynęło pozytywnie na moje życie i nie wstydzę się tego, że oglądałem i nadal oglądam ;)

Oglądam Anime bo lubię. Moja narzeczona jest Japonką, więc poprzez oglądanie anime chcąc nie chcąc, szkole swój język. W dużej mierze Anime pomogło mi z językiem, z wymową.

Ale jako, że język w anime trochę odstaje od tego rzeczywistego, oglądam także dramy i najzwyklejsze filmy :)

Pewnie ten temat przejdzie bez echa, jak większość z tego co napisałem, ale nie zaszkodzi spróbować.

Bo słodkości? Bo zafascynowanie wschodem? Bo coś innego?

Nie ważne, właściwie to miałem pisać o czymś innym.

Jestem człowiekiem, który daje z siebie zawsze wszystko. Było by to nawet i dobre gdyby chodziło tylko o te "dobre" rzeczy. Niestety dotyczy to też wszelkiego rodzaju nałogów. Obserwuje ten portal i forum już od paru lat, prawie od początku. Wynajduje coraz to kolejne tytuły, gdzie zdobędę wszystko co się da i następuje koniec. W dzisiejszych czasach coraz łatwiej o taką sytuację. Gdy krytykujemy jakąś grę, często jednym z argumentów na minus jest słaby endgame. Ale gier mamy kilkaset! Dlatego nie mogłem przestać i coraz to nowsze i nowsze tytuły wciągały mnie w spiralę głupimi chwytami marketingowymi.

Jednak potrafię często zauważyć, że coś jest nie tak. Zazwyczaj gdy jest już za późno. Dlatego też komputer lądował w piwnicy kilka razy. Na miesiąc, dwa. Kompletne odcięcie nie jest zbyt dobrym posunięciem. Przez to zawsze jakimś cudem wracał na swoje miejsce. "A bo wiesz, niedługo matura, musze się pouczyć". "A, no wiesz, zacząłem studia, jakoś musze się uczyć i komunikować ze światem, a bez niego nie potrafię”

Tak samo z anime. Jeszcze jeden z nałogów rozpoznany zbyt późno. Wszystko zaczęło się od bardzo popularnego tytułu w Polsce jakim jest Dragon Ball. Jestem z rocznika 95, nie wiem czy leciało to w telewizji jak byłem mały, ale ja zacząłem dużo później. Mniej więcej w wieku 14 lat. Albo nawet mniej. Dzisiaj trudno mi to ogarnąć, musiałbym zajrzeć na http://animecalendar.net. (Kolejny przykład schorzenia, wszystkie momenty mojego życia najłatwiej mi umieścić w czasie używając tego kalendarza. Patrząc jaki tytuł akurat leciał w japońskiej telewizji. To nie zdrowe.) Wracając do Dragon Balla. Wszyscy wiedzą, że długa seria. Jedna z najdłuższych. Obejrzałem całość bardzo szybko, zadziwiająco szybko. Ale to dopiero początek. Wtedy byłem w stanie wytrzymać 6-7 trzydziesto-minutowych odcinków dziennie. Szybko głowa zaczynała boleć. Zresztą, były jeszcze inne rzeczy do roboty, nie tylko ta jedna.

Po obejrzeniu Dragon Balla zagrałem w grę internetową przez przeglądarkę jaką była, i jeszcze chyba jest, kosmiczni.pl. (To nie reklama). Poznałem tam jedną osobę, która już była wkręcona w tych tematach i obejrzała co nieco. Był to maniak anime Higurashi no naku koro ni. I zgadnijcie co mi polecił jako pierwsze do obejrzenia. Brawo! Właśnie ten tytuł. Dlatego, że trochę we mnie psychopaty spodobał mi się ten tytuł. W sumie dziś nie wiem dlaczego. Pierwsza seria, druga. I dołączyłem do tego dziwacznego grona maniaków. Pokazał wtedy stronę Anime Shinden (Znowu nie reklama). Ech. Otworzyły się przede mną bramy królestwa niebieskiego. Wtedy faktycznie niebieskiego bo stara strona była niebieska. Jako czternastolatek bardzo moją uwagę przyciągnęła kategoria „Ecchi”. Wszyscy powinni zrozumieć dlaczego. Wszystko na tej stronie było tak fajnie przedstawione, okładki piękne. Wtedy też moją uwagę przyciągnął jeden tytuł. Sora no otoshimono. Piękna była okładka. Arbuz, naprawdę wspaniały.

Zaczęło się niewinnie. Bardzo długo moją fascynację japońską animacją udało mi się ukryć przed rodzicami. W sumie to dowiedzieli się, że oglądam chińskie bajki dopiero dwa lata temu. Jak miałem 17 lat.

No właśnie, niewinnie. Po jakimś niezbyt długim czasie dział „Ecchi” stał się niewystarczający, wszystkie tytuły zostały przeze mnie obejrzane. Wtedy też moje oczy skierowały swoją uwagę w stronę „Topki”. Czyli tych ponoć najlepszych tytułów. No i zaczęło się od nowa. Code Geass, Tengen toppa gurren laggan i inne. Teraz byłem w stanie obejrzeć około 12 odcinków dziennie.

Moją sytuację pogorszyły tzw. Tasiemce. Wszyscy je znamy. Od jednego z nich zaczęła się moja „przygoda”. Jako drugi na mej liście tasiemców znalazł się tytuł: „One Piece”. Wszyscy wiemy, długi tytuł, wciągający (kiedyś?) i śmieszny. Wtedy też rozpoczęła się trochę rewolucja w moim oglądaniu. Kiedy zaczynałem oglądałem gdzieś około 14 odcinków dziennie. Pod koniec mojego oglądania tego tytułu było już około 40 odcinków. Ale to też wina samego producenta. Dwie i pół minuty openingu, wstęp minuta i cztery minuty przypomnienie poprzedniego odcinka. Wtedy właśnie zwiększyła się moja „odporność” na głupotę tych serialów. Nie męczyłem się oglądając anime. Cały dzień mogłem oglądać a głowę miałem mocną i sprawną jakbym nic nie robił cały dzień. Bo faktycznie tak było. Nic nie robiłem całe dnie. Dzisiaj śmiało mogę powiedzieć – zmarnowałem prawdopodobnie najpiękniejsze chwile z młodości.

Po One Piece był Bleach, Fairy Tail, Fullmetal Alchemist. Zacząłem oglądać filmy. Założyłem konto na tym śmiesznym portalu „My anime list”. Dzisiaj to wręcz śmieszne. „Moja lista anime” prawie jak „Mój mały pamiętniczek”. Dziecinne to. Wtedy przekroczyłem próg pięciuset tytułów na liście. Żałuje tego jak nic innego. A to tylko połowa. Piękna lista, za***iste tło, tysiące osób ją oglądało.

Beznadzieja.

Oglądałem tą listę setki razy. Patrzałem na swojego internetowego penisa. Niektórzy powiedzą, że to wszystko aby sobie mieć porządek. Ładny katalog i żeby wiedzieć co się obejrzało a co mamy następne na liście. To nie prawda. Wszyscy uwielbiamy rosnącą cyferkę przy „Completed”. Nie ma od tego wyjątków.

Po jakimś czasie zdałem sobie z właśnie tego sprawę i usunąłem ją. Nie wiem jak jest teraz, ale wtedy nie dało się usunąć całej listy za jednym razem. Musiałem każdy tytuł z osobna ręcznie usuwać. Usunąć styl listy nad którym pracowałem godzinami.

Usunięcie listy nie sprawiło jednak, że przestałem oglądać japońską animację. Co to to nie. Z już wyemitowanych tytułów już nie miałem nic do obejrzenia. Trzeba było zacząć obserwować to co właśnie wychodzi. A, że zaczęły wychodzić coraz większe głupoty to nie moja wina. Ten rynek zaczął powoli podupadać. Rok temu było tak, że średnio tylko dwie serie zasługiwały na uwagę, z chyba około piętnastu. Najgorszy był sezon loli. Nie pamiętam kiedy był, ale pamiętam, że był najgorszy. (Często można znaleźć jakiś motyw przewodni danego sezonu w roku, o czym niewielu wie). Nie wiem jak jest teraz bo od około właśnie roku tego nie śledzę. Ostatnim tytułem jaki obejrzałem było „No game no life”. W sumie nowa seria. I niech będzie to uroczyste zakończenie mojej „przygody” z animacją wschodu. Mimo wszystko, świetny tytuł. Aż przetłumaczyłem pierwszy tom noveli z angielskiego na polski. Tak dla siebie, nie podzielę się bo wszystko jest na papierze.

Teraz odpowiadam na pytania.

1. Nie, nikt nie zauważył, że ze mną coś nie tak. Zachowywałem się normalnie. Nie latałem z przypinkami czy naszywkami słodkich narysowanych dziewczynek na wszystkich częściach garderoby jak jakiś chory otaku. Z zewnątrz nie można było po mnie w żaden sposób poznać, że coś tutaj nie tak. Oceny miałem dobre, nawet bardzo dobre bez wielkiego pokładu czasu na naukę w domu. Dlatego też nikt nie miał pretensji o to co ja sobie w wolnym czasie robie.

2. (…)spodobał mi się ten tytuł. W sumie dziś nie wiem dlaczego.(…) O co w tym chodzi? Wszystko blednie, kolory bledną, genialne pomysły bledną, śmieszne dialogi i gagi nie są już śmieszne. Próbowałem przypomnieć sobie niedawno tą serię. Co mi się w tym podobało? Nie wiem. Tak z większością tytułów.
Przez to głównie przestałem oglądać te „Ongoing”. Chciałem przypomnieć sobie parę tytułów, które wiele ludzi uznaje za „genialne” i które ja tak samo postrzegałem w przeszłości. Ale dzisiaj, tzn. Rok temu. Nudy.

A może to przez książki? Półtorej roku temu kupiłem sobie Kindle. Może to przez to, że po poznaniu kilkuset naprawdę wartościowych dzieł literatury ta cała japońska komercja przestała mnie interesować? Stała się denna i nie reprezentująca sobą niczego? Dosłownie?

No może nie wszystkie, wyróżnić mogę parę tytułów ze względu na grafikę, czy muzykę, ale na pewno nie za treść. A te które mogę wnieść na trochę wyższy poziom to tylko filmy pełnometrażowe anime. W serialach nie znajduję już dzisiaj przyjemności. Anime stało się dla mnie Chińskimi bajkami. I proszę mi mówić, że się nie znam! Jestem pewien, że się znam i nie są to tylko komentarze rozpieszczonego bachora.

A co do muzyki. Tego jednak nie dało się ze mnie wykorzenić. Na moim telefonie większość (około 90%) to OST z gier Touhou i doujinshi z tym związane. Wiem, nie bardzo związane z anime, ale z „kulturą” japonii już tak.
Pisząc ten tekst cały czas leci mi to: https://www.youtube.com/watch?v=6OOl0yA2v2g

Muzyka chyba nie jest szkodliwa, co nie? Muszę zapytać się lekarza.

3. Moja ulubiona ryba to śledź. Dziwne pytanie.

Jestem pewien, że jest na tym forum masa osób które nie robi nic innego przez cały dzień poza oglądaniem anime i graniem w mmo.
Przyhamujcie trochę. Przy każdym włączeniu odcinka japońskiego serialu animowanego przypomnijcie sobie ten tekst i zapytajcie – czy warto tak marnować czas?

Bardziej bezproduktywnego działania nie potrafię sobie wyobrazić, chyba, że pisanie o tym, że się nie powinno tego robić. Jak to właśnie robie.

Chciałbym móc spojrzeć jeszcze na anime w pozytywnym świetle, ale poza niewieloma wyjątkami muzycznymi już nie potrafię.

Właściwie to nie wiem po co to piszę. Jakaś taka wewnętrzna potrzeba mnie napadła, chęć, żeby przeczytał to ktoś obcy i coś o tym powiedział. Wszyscy z mojego najbliższego otoczenia poznali mój problem. Teraz kolej na oświecanie innych ludzi.

Teraz nie wiem za bardzo jak mam traktować ten tekst. I jak wy powinniście go potraktować. „Co autor miał na myśli pisząc, że zasłony były niebieskie?”. Mimo iż to pytanie proste to autor nie wie. Autor tylko tworzy, czytelnicy są od rozumienia.

Chciałem też się was zapytać: Dlaczego oglądacie Anime?

1. Daje wam to ulgę?

2. Dzięki temu odcinacie się od świata?

3. Bo fajne?

4. Bo są małe słodkie dziewczynki robiące słodkie rzeczy?

5. Bo majezon fajnie smakuje z pamidorem?

6. Bo to tylko mała cząstka jakże obszernej, wspaniałej i mądrej, nie tak jak nasza. (Ekhm… )kultury?

7. Bo…

Ja oglądałem, bo 1 i 2. W wieku czternastu lat nie trudno popaść w taki nałóg.

I dlaczego uważacie, że to co robicie jest fajne?

A może opowiecie mi swoją historię i wyjaśnicie jak to się zaczęło?

Powinno znaleźć się to na jakimś innym forum. Poświęconym w całości otaku, a nie tutaj dla mmorpg. Tylko, że te dwie rzeczy są w jakiś sposób ze sobą powiązane. I zauważyłem, że sporo ludzi tutaj ogląda anime.

Trochę długie wyszło. Może takie coś powinno znaleźć się w dziale „Wasze teksty”. Albo jeszcze lepiej -- w blogu?
Może, ale ja chcę jakąś dyskusję.

Tylko proszę mnie nie wyzywać, może się to źle skończyć…

W sumie to głupie jest to co napisałem…