All Points Bulletin oczami Złego Naleśnika

es44jr.jpg

Czyli szerzej o moich rozważaniach na temat All Points Bulletin: Reloaded i jego wcześniejszym wcieleniu. Po publikacji listy najgorszych według mnie gier z gatunku MMO, większa część dyskusji dotyczyła APB, nie licząc oczywiście zdenerwowanych fanów swoich ulubionych gier, dlatego nie ukrywam, w dużej mierze będę liczył na wasz udział w temacie odnoszącym się do tego tekstu. Tekst podzielę na dwie części – w pierwszej trochę popłaczę, pomarudzę - jaka to nie jest zła gra i co z nią robią twórcy, a w drugiej zaś przedstawię trochę pozytywnych aspektów na pocieszenie.

O tym co jest be i fuj w APB:R.

Pierwszą rzeczą, która najbardziej rzuca się w oczy jest problem z brakiem jakiegokolwiek balansu między graczami darmowymi a tymi, którzy płacą, co jest niezmiernie wkurzające tym bardziej, że taką bronią naprawdę można zdziałać cuda. Pod tym względem o wiele bardziej wolałem wersję płatną, w której każdy miał równe szanse. Sam system płatności był interesujący - posiadał on opcję doładowania konta ilością godzin, które mogliśmy wykorzystać kiedy chcemy, bez krótkiego terminu ważności. Prościej mówiąc - jeśli wykupiliśmy sobie trzydzieści godzin to tyle mogliśmy grać, a wychodząc z gry dany czas nie „uciekał” tylko potulnie czekał aż znów się zalogujemy i zaczniemy go wykorzystywać. Przyznam szczerze, że mimo iż jestem zwolennikiem tych prawdziwych darmowych gier, to taka opcja subskrypcji jest również dobra o tyle, że w grze nie spotkamy zbyt wielu dzieci, których ulubionym zajęciem jest rzucanie epitetami i uprzykrzanie gry innym – jakby nie patrzeć, nie każdemu rodzic da na comiesięczny abonament, a „doładowanie” owemu dzieciakowi dosyć szybko by się skończyło z racji zbyt dużej ilości wolnego czasu do wykorzystania (opcja z wykupywaniem godzin, oferowała małą ilość godzin, za średnią cenę – w większości opłacała się ludziom, którzy grali przeciętnie od jednej do trzech godzin, raz na parę dni). Była również możliwość wykupienia abonamentu, za specjalną walutę w grze, którą otrzymywaliśmy za sprzedaż naszych „dzieł” w domu aukcyjnym. A propos artystów w APB – dlaczego twórcy nie zaprzestali na zmniejszeniu możliwości tworzenia owych grafik, dźwięków itp. darmowym graczom, a odblokowali całość tym co płacą, czy choćby wprowadzić jakieś ograniczenia opcji wyglądu postaci, zamiast tak bardzo wpływać na balans rozgrywki. Według mnie w zupełności by to wystarczyło, żeby przyciągnąć abonentów. Może się to niestety wiązać z tym, że sama produkcja APB wyszła twórców dosyć drogo – około 55 milionów funtów, a koszty naprawy błędów itp. również wyniosły ich nie mało, no jakoś to się przecież zwrócić musi, prawda? Nie mniej, jest to kiepskie rozwiązanie ponieważ okropnie odstrasza graczy, a owe „sprzęty”, za które płacimy realną walutą wcale nie są tanie.

Następnym zagadnieniem, które chciałbym w większości omówić z wami to wymówka „dużymi wymaganiami sprzętowymi” – moim zdaniem jest to nic innego jak tłumaczenie się i ukrywanie problemu kiepskiej optymalizacji. Jeśli naprawdę chodziłoby o sprzęt, byłoby widać różnicę w FPSach zależnie od zmiany ustawień graficznych. Może zbyt nowego blaszaka nie posiadam, ma już swoje lata i dużo przejść za sobą, ale najnowsze gry mi chodzą na średnich detalach i tak jak wspomniałem we wcześniejszym tekście, GTA IV chodziło mi również bez zarzutów na całkiem niezłych ustawieniach graficznych – natomiast w przypadku APB, czy zmieniałem opcje na minimalne, czy maksymalne - różnicy naprawdę nie było widać. Ostatnio nawet z ciekawości zajrzałem do gry, czy coś się zmieniło w tej materii – niestety – zawiodłem się, gra w dalszym ciągu atakowała spadkami FPSów, a po takim czasie jest to wręcz niewybaczalne, bowiem w produkcjach tego typu dynamika jest bardzo ważnym czynnikiem, a gracze, którym gra chodzi płynnie mają ogromną przewagę.

20qyg53.png

Mario i Wario sabotują grę - co skutkuje spadkami FPSów.

Misje, które otrzymujemy od tzw „kontaktów” często są bardziej męczące niż przyjemne, z tego co piszą developerzy jest to jeden z priorytetów w najbliższych patchach i owe zadania mają przejść gruntowny lifting, dlaczego? Ponieważ zdarzały się takie sytuacje, gdzie jednym z celów misji było przejęcie przesyłki lub zabicie ViPa, który unikał śmierci najprostszym z możliwych rozwiązań – pakując się w samochód i uciekaniem przez całe miasto. Ktoś może zadać pytanie – „w czym widzisz problem? Dzielicie się na dwie grupy, jedna blokuje drogę, a druga go ściga”, otóż nie, w tak dużym mieście ciężko jest zatrzymać jeden samochód będąc w czteroosobowej grupie – dlatego zadania tego typu - opłakiwane na forum jako niezbalansowane i niesprawiedliwe - często kończyły się zwycięstwem tych, których zadaniem było przeżycie do końca odliczanego czasu. Trochę inaczej sprawa się prezentuje, gdy mamy naprawdę zgraną grupę ludzi, kontakt głosowy i determinację by opisaną wyżej misję skończyć z wygraną po naszej stronie. Jak wszystko w naturze i ta strona gry ma swoje wady i zalety – jeśli mamy z kim grać, All Points Bulletin przyniesie wam dużo radosnych godzin, spędzonych z przyjaciółmi (o czym opowiem w drugiej części tekstu), gdy jednak nie mamy ochotników do zabawy w policjantów i złodziei sama rozgrywka nie przyniesie nam już aż tak dużo frajdy, bowiem w „single player” ta produkcja nie dorównuje innym odpowiednikom, nie przeznaczonym do rozgrywek sieciowych.

Wracając do technicznych problemów gry, gdzie pomijając słabą optymalizację i kupę mniej szkodliwych, ale na dłuższą metę denerwujących błędów - znajdujemy się w środowisku , które tak naprawdę jest zdominowane przez cheaterów. Nie zliczę dni i godzin spędzonych na wołaniu o pomstę do nieba, za grzechy tych nieudaczników bez umiejętności potrzebnych do zabicia wroga w wirtualnym świecie. Na początku nawet podobała mi się polityka GamersFirst (publiczne ogłaszanie nicków owych oszustów, długie listy banów itp.) zszokowała mnie natomiast wiadomość o amnestii dla ludzi, którzy kupowali cheaty. Po zapoznaniu się z blogiem developerskim myślałem, że dostanę palpitacji serca – guru miał rację co do swoich przypuszczeń, ponieważ głównym argumentem ze strony GamersFirst jest to, że cheaterzy w 50% posiadali konta, które były wspomagane prawdziwą walutą. Czyżby ktoś tu się obawiał, że banując wszystkich cheaterów stracą zyski i będą musieli oddać grę w inne ręce? Jeszcze to potulne podejście w stylu „jak usuniecie cheaty ze swojego komputera, odmówicie paciorek i obiecacie, że będziecie grzeczni to odzyskacie swoje stare konta” – WTF? Jeszcze parę miesięcy temu krzyczeli, jacy to oni nie będą surowi dla ludzi, którzy wykorzystują owe oszustwa. Takie podejście według mnie odstraszy „darmowych” graczy, czy waszym zdaniem może się stać tak, że za parę miesięcy w APB:R będziemy mogli poobserwować walki tylko i wyłącznie między cheaterami?

O tym co w APB:R jest cacy:

Nie samymi wadami All Points Bulletin: Reloaded żyje, więc naskrobię teraz trochę o pozytywnych aspektach gry.

Otóż sam model rozgrywki, oryginalny (w gatunku MMO) i prosty zarazem oferujący sporo frajdy, o ile mamy z kim grać. Nawet nie robiąc misji miałem ubaw po pachy, jadąc z kolegą całą ulicą, ja w mojej ciężarówce, a on w świeżo kradzionej „swojej” taranując wszystko po drodze. Możliwości jest mnóstwo, a jeśli mamy fajny klan z możliwością komunikacji głosowej wśród „swoich”, to częstym wybuchom śmiechu nie ma końca, zarówno podczas wykonywania zadań, jak i w wolnych chwilach, jeżdżąc po mieście i szukając sobie innych rozrywek takich jak przejeżdżanie pieszych (och, ragdoll! Jak ja to kocham!) okradanie sklepów, czy nawet wzajemne zabijanie towarzyszy z naszej drużyny na masę różnych sposobów – co mimo pozorów zazwyczaj kończyło się śmiesznym komentarzem, lub odwzajemnieniem w równie zabawny sposób, swoją drogą jest to dziwne, bo w większości „strzelanek” – team kill spotyka się raczej z negatywnym odbiorem towarzyszy broni.

Co do samych zadań, to tak jak wspomniałem wcześniej – są one nie zbalansowane i cechują się małą różnorodnością, to z pewnością mniejsza grupa, bardziej cierpliwych i mniej wymagających graczy odnajdzie tam troszkę radości – wszystko zależy od ludzi z którymi gramy, jeśli będziemy w stanie obgadać z nimi jakąś taktykę na dane zadanie, może to skutkować ciekawymi strategiami, co nadaje grze pewien smaczek – w szczególności jeśli gramy po stronie „Gliniarzy” (jak powszechnie wiadomo – jednostki SWAT mają bardziej taktyczne podejście niż grupka bandziorów).

Strasznie mi się spodobała możliwość modyfikowania wyglądu różnych aspektów naszej postaci – zarówno grafiki, które mogliśmy umieszczać na samochodach (swoją drogą owe maszyny możemy tuningować, nie tylko pod względem kolorystyki i „obrazków” umieszczanych na karoserii – ale o tym później), jak i elementy naszej garderoby, o której wspomnę na samym początku. Otóż spotkałem się już z postaciami biegającymi w slipach, jednej skarpetce i kapeluszu kowbojskim, czy charaktery stylizowane na kultowe postacie Ronalda Mc’Donalda albo słynnego hydraulika Mario. Możliwości są ogromne! Na samym kreatorze postaci spędziłem dobre od piętnastu do dwudziestu minut, już nawet nie licząc czasu, który poświęciłem na dopieszczenie jej wyglądu w trakcie gry. W płatnej wersji, gdzie jeszcze nie było aż takich sporych ograniczeń co do umieszczania elementów graficznych na postaciach czy samochodach, spotykałem się z równie śmiesznymi jak i wręcz skandalicznymi grafikami (męskie przyrodzenia na masce samochodu itp.) – to również było całkiem zabawne i pretensji nie można było mieć do twórców, ponieważ gra była dostępna od lat osiemnastu (o ile dobrze pamiętam, ale wątpię żeby było inaczej w przypadku gry takiej jak APB).

dweucp.jpg

Jak widać, gra nie ogranicza nas w publicznym wyznawaniu przeróżnych poglądów filozoficznych.

Pojazdy w APB:R odgrywają dużą rolę, z resztą kto grał w takie gry jak Grand Theft Auto - na pewno wie, że przemieszczanie się po takim wielkim mieście na piechotę mija się z celem. Tym samym twórcy postanowili dać możliwość graczom utworzenia jedynego w swoim rodzaju samochodu. Oprócz możliwości zmiany elementów takich jak: felgi, zderzaki, czy nawet w przypadku stróżów prawa wybrania jednego z wielu „kogutów” na dachu naszego stalowego rumaka, możemy również dowolnie zmieniać grafikę na naszym pojeździe. Tak jak wcześniej spotykaliśmy słynne postacie, tak zdarzyło mi się nawet ujrzeć w grze nasze słynne polskie radiowozy, czy też obskurnego vana rodem z amerykańskiego getta, którego właścicielem mógłby być nie kto inny jak gwiazda internetu - Pedobear, zapewniający napisami na karoserii, że wszystkim dzieciom zapewni w środku darmowe słodycze. Z kierowaniem pojazdu również wiąże się fakt, iż słuchając muzyki w samochodzie, mogliśmy regulować jej głośność, co odczuwali również inni gracze. Nic nie zastąpi mojego ataku śmiechu podczas misji, gdzie mieliśmy bronić pewnego punktu, a z oddali było słychać „Lot walkirii” i furgonetkę z czterema uzbrojonymi osobami w środku, która jechała prosto na nas zasypując nas gradem ołowiu (już nie wspominając o taranowaniu wszystkiego na naszej drodze, jadąc tirem i puszczając „na maxa” Dimmu Borgira).

Parę słów na koniec:

Większość pewnie zada w tym momencie pytanie: Wad jest sporo, ale zalet też nie mało, dlaczego więc gra ukazała się na Twojej liście Top 5 Najgorszych MMO i to aż na drugim miejscu?

Już śpieszę z odpowiedzią – dlatego, że gra z takim potencjałem prędzej czy później upadnie. Te obiecanki ze strony GamersFirst, ile to oni nie zmienią w przyszłości – a do tej pory wyszło parę patchów, które tak naprawdę nie zmieniały wiele, a już na pewno nie eliminowały tych poważniejszych usterek. Sami twórcy wręcz odstraszają graczy, twierdząc, że część błędów nie istnieje (tzw. Duże wymagania sprzętowe – tiaa.), czy też akcja „amnestia hackerów”, nie wspominając już, że najwięcej do gry to oni wnieśli… ale przedmiotów do item shopu – a nie zmian na lepsze. Jest mi tym bardziej przykro, że bawiąc się tak dobrze - przy tak słabo wykonanej wersji z abonamentem - bardziej zawiodłem się darmową wersją bo wniosła jeszcze więcej złego, przedmioty kupowane za prawdziwą walutę dają naprawdę sporą przewagę, a cheaterzy są usprawiedliwiani bo płacili za opisane wyżej rzeczy prawdziwymi pieniędzmi. A nie ma na świecie nic gorszego, niż zmarnować tak ogromny potencjał.

vrejdl.jpg

A tutaj widzimy jakie combo można uzyskać, bawiąc się dłużej w modyfikacje postaci i pojazdu.

fuksiasty.

Bardzo dobry tekst.

Ja właśnie wczoraj zabrałem się za APB od przerwy około miesiąca. Nie miałem praktycznie kasy więc musiałem sprzedać samochód żeby kupić broń kupiłem sobie dosyć dobry karabin AK-74 i Jokera (który na zawsze jest za darmo). Trafiłem na durną misje gdzie musiałem coś dostarczać. Do misji przydzieliło mi kolesia z premium -.- ... Biegał z RPG jak łajza a ja z moim karabinkiem starałem się przeżyć i cudem mu uciec z paczką.

Tak więc w przedostatnim punkcie misji (6/7) trafiliśmy na bardzo ciasną "studnię" pomiędzy budynkami. Pobiegał sobie z osmawem przez chwilę a potem zmienił broń na CUDOWNEGO ZŁOTEGO WHISPERA !... Żadna gra mnie nie denerwowała jak APB dosłownie! Mam 16 lat i grałem chyba w większość gier od 2001 do 2011. W żadnej nie miałem ochoty wypier**lić monitor przez okno. Mam komputer który spełnia czterokrotnie wymagania gry a i tak muszę grać prawie że na minimalnych... Aha i żeby ktoś nie myślał że jestem słaby

http://screenshot.xfire.com/s/117310251-4.jpg

http://screenshot.xfire.com/s/116679741-4.jpg

http://screenshot.xfire.com/s/116679728-4.jpg

Ale bywały też miłe chwile może jeszcze kiedyś wezmę garść tabletek uspokajających i zacznę grać jak za starych dawnych czasów :) No i jeśli poprawią misje. Denerwuje też 6 strzałów do zabicia postaci... to już w tibi chyba krócej się pada...

A i jeszcze moja postać bo muszę się pochwalić :D

http://screenshot.xfire.com/s/116758444-4.jpg

http://screenshot.xfire.com/s/116986856-4.jpg

http://img522.imageshack.us/img522/1682/apb20110804211302.jpg

http://screenshot.xfire.com/s/117942605-4.jpg

^.^

Artykuł fajny, klarowny. Ale z jednym się nie zgadzam, mianowicie pierwszym zdaniem:

Pierwszą rzeczą, która najbardziej rzuca się w oczy jest problem z brakiem jakiegokolwiek balansu między graczami darmowymi a tymi, którzy płacą, co jest niezmiernie wkurzające tym bardziej, że taką bronią naprawdę można zdziałać cuda. Pod tym względem o wiele bardziej wolałem wersję płatną, w której każdy miał równe szanse

Stek bzdur. Match making działa jak trzeba. Fakt oddziela on słabszych od lepszych, a nie płacących od darmowych. Ale skoro płacącym idzie lepiej, to klasyfikują ich do misji przeciwko lepszym. A jeżeli darmowi nie są lepsi to grają ze słabszymi. Trochę pogmatwałem to zdanie ale sądzę że wiesz o co mi chodzi.

Artykuł fajny, klarowny. Ale z jednym się nie zgadzam, mianowicie pierwszym zdaniem:Stek bzdur. Match making działa jak trzeba. Fakt oddziela on słabszych od lepszych, a nie płacących od darmowych. Ale skoro płacącym idzie lepiej, to klasyfikują ich do misji przeciwko lepszym. A jeżeli darmowi nie są lepsi to grają ze słabszymi. Trochę pogmatwałem to zdanie ale sądzę że wiesz o co mi chodzi.

Jak jeszcze grałem to match making trochę jeszcze kulał, a niedawno zainstalowałem tak żeby sobie tylko odświeżyć pamięć i zobaczyć ile zmian weszło w życie. Fakt faktem, na podstawie paru "meczy" nie mogłem dokładnie stwierdzić jak bardzo to się zmieniło i w dużej mierze opierałem się tutaj na moich potyczkach we wcześniejszych wersjach klienta gry. Tak czy siak, dzięki za wzmiankę :)

es44jr.jpg

Czyli szerzej o moich rozważaniach na temat All Points Bulletin: Reloaded i jego wcześniejszym wcieleniu. Po publikacji listy najgorszych według mnie gier z gatunku MMO, większa część dyskusji dotyczyła APB, nie licząc oczywiście zdenerwowanych fanów swoich ulubionych gier, dlatego nie ukrywam, w dużej mierze będę liczył na wasz udział w temacie odnoszącym się do tego tekstu. Tekst podzielę na dwie części – w pierwszej trochę popłaczę, pomarudzę - jaka to nie jest zła gra i co z nią robią twórcy, a w drugiej zaś przedstawię trochę pozytywnych aspektów na pocieszenie.

O tym co jest be i fuj w APB:R.

Pierwszą rzeczą, która najbardziej rzuca się w oczy jest problem z brakiem jakiegokolwiek balansu między graczami darmowymi a tymi, którzy płacą, co jest niezmiernie wkurzające tym bardziej, że taką bronią naprawdę można zdziałać cuda. Pod tym względem o wiele bardziej wolałem wersję płatną, w której każdy miał równe szanse. Sam system płatności był interesujący - posiadał on opcję doładowania konta ilością godzin, które mogliśmy wykorzystać kiedy chcemy, bez krótkiego terminu ważności. Prościej mówiąc - jeśli wykupiliśmy sobie trzydzieści godzin to tyle mogliśmy grać, a wychodząc z gry dany czas nie „uciekał” tylko potulnie czekał aż znów się zalogujemy i zaczniemy go wykorzystywać. Przyznam szczerze, że mimo iż jestem zwolennikiem tych prawdziwych darmowych gier, to taka opcja subskrypcji jest również dobra o tyle, że w grze nie spotkamy zbyt wielu dzieci, których ulubionym zajęciem jest rzucanie epitetami i uprzykrzanie gry innym – jakby nie patrzeć, nie każdemu rodzic da na comiesięczny abonament, a „doładowanie” owemu dzieciakowi dosyć szybko by się skończyło z racji zbyt dużej ilości wolnego czasu do wykorzystania (opcja z wykupywaniem godzin, oferowała małą ilość godzin, za średnią cenę – w większości opłacała się ludziom, którzy grali przeciętnie od jednej do trzech godzin, raz na parę dni). Była również możliwość wykupienia abonamentu, za specjalną walutę w grze, którą otrzymywaliśmy za sprzedaż naszych „dzieł” w domu aukcyjnym. A propos artystów w APB – dlaczego twórcy nie zaprzestali na zmniejszeniu możliwości tworzenia owych grafik, dźwięków itp. darmowym graczom, a odblokowali całość tym co płacą, czy choćby wprowadzić jakieś ograniczenia opcji wyglądu postaci, zamiast tak bardzo wpływać na balans rozgrywki. Według mnie w zupełności by to wystarczyło, żeby przyciągnąć abonentów. Może się to niestety wiązać z tym, że sama produkcja APB wyszła twórców dosyć drogo – około 55 milionów funtów, a koszty naprawy błędów itp. również wyniosły ich nie mało, no jakoś to się przecież zwrócić musi, prawda? Nie mniej, jest to kiepskie rozwiązanie ponieważ okropnie odstrasza graczy, a owe „sprzęty”, za które płacimy realną walutą wcale nie są tanie.

Następnym zagadnieniem, które chciałbym w większości omówić z wami to wymówka „dużymi wymaganiami sprzętowymi” – moim zdaniem jest to nic innego jak tłumaczenie się i ukrywanie problemu kiepskiej optymalizacji. Jeśli naprawdę chodziłoby o sprzęt, byłoby widać różnicę w FPSach zależnie od zmiany ustawień graficznych. Może zbyt nowego blaszaka nie posiadam, ma już swoje lata i dużo przejść za sobą, ale najnowsze gry mi chodzą na średnich detalach i tak jak wspomniałem we wcześniejszym tekście, GTA IV chodziło mi również bez zarzutów na całkiem niezłych ustawieniach graficznych – natomiast w przypadku APB, czy zmieniałem opcje na minimalne, czy maksymalne - różnicy naprawdę nie było widać. Ostatnio nawet z ciekawości zajrzałem do gry, czy coś się zmieniło w tej materii – niestety – zawiodłem się, gra w dalszym ciągu atakowała spadkami FPSów, a po takim czasie jest to wręcz niewybaczalne, bowiem w produkcjach tego typu dynamika jest bardzo ważnym czynnikiem, a gracze, którym gra chodzi płynnie mają ogromną przewagę.

20qyg53.png

Mario i Wario sabotują grę - co skutkuje spadkami FPSów.

Misje, które otrzymujemy od tzw „kontaktów” często są bardziej męczące niż przyjemne, z tego co piszą developerzy jest to jeden z priorytetów w najbliższych patchach i owe zadania mają przejść gruntowny lifting, dlaczego? Ponieważ zdarzały się takie sytuacje, gdzie jednym z celów misji było przejęcie przesyłki lub zabicie ViPa, który unikał śmierci najprostszym z możliwych rozwiązań – pakując się w samochód i uciekaniem przez całe miasto. Ktoś może zadać pytanie – „w czym widzisz problem? Dzielicie się na dwie grupy, jedna blokuje drogę, a druga go ściga”, otóż nie, w tak dużym mieście ciężko jest zatrzymać jeden samochód będąc w czteroosobowej grupie – dlatego zadania tego typu - opłakiwane na forum jako niezbalansowane i niesprawiedliwe - często kończyły się zwycięstwem tych, których zadaniem było przeżycie do końca odliczanego czasu. Trochę inaczej sprawa się prezentuje, gdy mamy naprawdę zgraną grupę ludzi, kontakt głosowy i determinację by opisaną wyżej misję skończyć z wygraną po naszej stronie. Jak wszystko w naturze i ta strona gry ma swoje wady i zalety – jeśli mamy z kim grać, All Points Bulletin przyniesie wam dużo radosnych godzin, spędzonych z przyjaciółmi (o czym opowiem w drugiej części tekstu), gdy jednak nie mamy ochotników do zabawy w policjantów i złodziei sama rozgrywka nie przyniesie nam już aż tak dużo frajdy, bowiem w „single player” ta produkcja nie dorównuje innym odpowiednikom, nie przeznaczonym do rozgrywek sieciowych.

Wracając do technicznych problemów gry, gdzie pomijając słabą optymalizację i kupę mniej szkodliwych, ale na dłuższą metę denerwujących błędów - znajdujemy się w środowisku , które tak naprawdę jest zdominowane przez cheaterów. Nie zliczę dni i godzin spędzonych na wołaniu o pomstę do nieba, za grzechy tych nieudaczników bez umiejętności potrzebnych do zabicia wroga w wirtualnym świecie. Na początku nawet podobała mi się polityka GamersFirst (publiczne ogłaszanie nicków owych oszustów, długie listy banów itp.) zszokowała mnie natomiast wiadomość o amnestii dla ludzi, którzy kupowali cheaty. Po zapoznaniu się z blogiem developerskim myślałem, że dostanę palpitacji serca – guru miał rację co do swoich przypuszczeń, ponieważ głównym argumentem ze strony GamersFirst jest to, że cheaterzy w 50% posiadali konta, które były wspomagane prawdziwą walutą. Czyżby ktoś tu się obawiał, że banując wszystkich cheaterów stracą zyski i będą musieli oddać grę w inne ręce? Jeszcze to potulne podejście w stylu „jak usuniecie cheaty ze swojego komputera, odmówicie paciorek i obiecacie, że będziecie grzeczni to odzyskacie swoje stare konta” – WTF? Jeszcze parę miesięcy temu krzyczeli, jacy to oni nie będą surowi dla ludzi, którzy wykorzystują owe oszustwa. Takie podejście według mnie odstraszy „darmowych” graczy, czy waszym zdaniem może się stać tak, że za parę miesięcy w APB:R będziemy mogli poobserwować walki tylko i wyłącznie między cheaterami?

O tym co w APB:R jest cacy:

Nie samymi wadami All Points Bulletin: Reloaded żyje, więc naskrobię teraz trochę o pozytywnych aspektach gry.

Otóż sam model rozgrywki, oryginalny (w gatunku MMO) i prosty zarazem oferujący sporo frajdy, o ile mamy z kim grać. Nawet nie robiąc misji miałem ubaw po pachy, jadąc z kolegą całą ulicą, ja w mojej ciężarówce, a on w świeżo kradzionej „swojej” taranując wszystko po drodze. Możliwości jest mnóstwo, a jeśli mamy fajny klan z możliwością komunikacji głosowej wśród „swoich”, to częstym wybuchom śmiechu nie ma końca, zarówno podczas wykonywania zadań, jak i w wolnych chwilach, jeżdżąc po mieście i szukając sobie innych rozrywek takich jak przejeżdżanie pieszych (och, ragdoll! Jak ja to kocham!) okradanie sklepów, czy nawet wzajemne zabijanie towarzyszy z naszej drużyny na masę różnych sposobów – co mimo pozorów zazwyczaj kończyło się śmiesznym komentarzem, lub odwzajemnieniem w równie zabawny sposób, swoją drogą jest to dziwne, bo w większości „strzelanek” – team kill spotyka się raczej z negatywnym odbiorem towarzyszy broni.

Co do samych zadań, to tak jak wspomniałem wcześniej – są one nie zbalansowane i cechują się małą różnorodnością, to z pewnością mniejsza grupa, bardziej cierpliwych i mniej wymagających graczy odnajdzie tam troszkę radości – wszystko zależy od ludzi z którymi gramy, jeśli będziemy w stanie obgadać z nimi jakąś taktykę na dane zadanie, może to skutkować ciekawymi strategiami, co nadaje grze pewien smaczek – w szczególności jeśli gramy po stronie „Gliniarzy” (jak powszechnie wiadomo – jednostki SWAT mają bardziej taktyczne podejście niż grupka bandziorów).

Strasznie mi się spodobała możliwość modyfikowania wyglądu różnych aspektów naszej postaci – zarówno grafiki, które mogliśmy umieszczać na samochodach (swoją drogą owe maszyny możemy tuningować, nie tylko pod względem kolorystyki i „obrazków” umieszczanych na karoserii – ale o tym później), jak i elementy naszej garderoby, o której wspomnę na samym początku. Otóż spotkałem się już z postaciami biegającymi w slipach, jednej skarpetce i kapeluszu kowbojskim, czy charaktery stylizowane na kultowe postacie Ronalda Mc’Donalda albo słynnego hydraulika Mario. Możliwości są ogromne! Na samym kreatorze postaci spędziłem dobre od piętnastu do dwudziestu minut, już nawet nie licząc czasu, który poświęciłem na dopieszczenie jej wyglądu w trakcie gry. W płatnej wersji, gdzie jeszcze nie było aż takich sporych ograniczeń co do umieszczania elementów graficznych na postaciach czy samochodach, spotykałem się z równie śmiesznymi jak i wręcz skandalicznymi grafikami (męskie przyrodzenia na masce samochodu itp.) – to również było całkiem zabawne i pretensji nie można było mieć do twórców, ponieważ gra była dostępna od lat osiemnastu (o ile dobrze pamiętam, ale wątpię żeby było inaczej w przypadku gry takiej jak APB).

dweucp.jpg

Jak widać, gra nie ogranicza nas w publicznym wyznawaniu przeróżnych poglądów filozoficznych.

Pojazdy w APB:R odgrywają dużą rolę, z resztą kto grał w takie gry jak Grand Theft Auto - na pewno wie, że przemieszczanie się po takim wielkim mieście na piechotę mija się z celem. Tym samym twórcy postanowili dać możliwość graczom utworzenia jedynego w swoim rodzaju samochodu. Oprócz możliwości zmiany elementów takich jak: felgi, zderzaki, czy nawet w przypadku stróżów prawa wybrania jednego z wielu „kogutów” na dachu naszego stalowego rumaka, możemy również dowolnie zmieniać grafikę na naszym pojeździe. Tak jak wcześniej spotykaliśmy słynne postacie, tak zdarzyło mi się nawet ujrzeć w grze nasze słynne polskie radiowozy, czy też obskurnego vana rodem z amerykańskiego getta, którego właścicielem mógłby być nie kto inny jak gwiazda internetu - Pedobear, zapewniający napisami na karoserii, że wszystkim dzieciom zapewni w środku darmowe słodycze. Z kierowaniem pojazdu również wiąże się fakt, iż słuchając muzyki w samochodzie, mogliśmy regulować jej głośność, co odczuwali również inni gracze. Nic nie zastąpi mojego ataku śmiechu podczas misji, gdzie mieliśmy bronić pewnego punktu, a z oddali było słychać „Lot walkirii” i furgonetkę z czterema uzbrojonymi osobami w środku, która jechała prosto na nas zasypując nas gradem ołowiu (już nie wspominając o taranowaniu wszystkiego na naszej drodze, jadąc tirem i puszczając „na maxa” Dimmu Borgira).

Parę słów na koniec:

Większość pewnie zada w tym momencie pytanie: Wad jest sporo, ale zalet też nie mało, dlaczego więc gra ukazała się na Twojej liście Top 5 Najgorszych MMO i to aż na drugim miejscu?

Już śpieszę z odpowiedzią – dlatego, że gra z takim potencjałem prędzej czy później upadnie. Te obiecanki ze strony GamersFirst, ile to oni nie zmienią w przyszłości – a do tej pory wyszło parę patchów, które tak naprawdę nie zmieniały wiele, a już na pewno nie eliminowały tych poważniejszych usterek. Sami twórcy wręcz odstraszają graczy, twierdząc, że część błędów nie istnieje (tzw. Duże wymagania sprzętowe – tiaa.), czy też akcja „amnestia hackerów”, nie wspominając już, że najwięcej do gry to oni wnieśli… ale przedmiotów do item shopu – a nie zmian na lepsze. Jest mi tym bardziej przykro, że bawiąc się tak dobrze - przy tak słabo wykonanej wersji z abonamentem - bardziej zawiodłem się darmową wersją bo wniosła jeszcze więcej złego, przedmioty kupowane za prawdziwą walutę dają naprawdę sporą przewagę, a cheaterzy są usprawiedliwiani bo płacili za opisane wyżej rzeczy prawdziwymi pieniędzmi. A nie ma na świecie nic gorszego, niż zmarnować tak ogromny potencjał.

vrejdl.jpg

A tutaj widzimy jakie combo można uzyskać, bawiąc się dłużej w modyfikacje postaci i pojazdu.

fuksiasty.