A to sory
Co o tym sądzicie?
xD nie przepraszaj bo nie masz za co ^^
Witam chciałbym wam się hmm.. (pochwalić?) moim opowiadaniem (a raczej jego pierwszymi dwoma rozdziałami, wybaczcie reszty jeszcze nie napisałem ^^)
Szpital Terskani
Patrolujemy już trzeci lub czwarty dzień ten sektor w poszukiwaniu tych rzeczy zrobionych z
Hae've. Jesteśmy w systemie Turian mam nadzieję, że nie naruszyliśmy ich przestrzeni i nie
wydadzą nam wojny. Cała załoga ufa komandorowi, kapitanowi. Nie wiem co on dokładnie
planuje ale mam nadzieję, że jest to dobry wybór. Tasae [komandor] powiedział, że kiedy
tylko przybijemy do jego ojczystej planety, każdy z załogi będzie mógł pić i jeść na jego
koszt. Jak na razie jest najlepszym człowiekiem, u którego służyłem, cała załoga jest
zmieszana między rasami mamy tu nawet quariana, to świetny technik, zaś nasz pilot Ardis
potrafi wylecieć z każdej opresji. Wygląda na to że Tasae i Ardis znają się już bardzo długo.
Dziennik Pokładowy
Jesteśmy atakowani, Tasae z Ardisem robi co mogą. Cała załoga robi co w jej mocy. Alri z
drużyną, którą przydzielił jej Tasae używa dział laserowych, niestety musi robić to ręcznie
gdyż strzał uszkodził systemy celowania. Kazali mi nagrać tą wiadomość na wszelki
wypadek. Ładownia się pali, w kajutach jest wielka dziura, część załogi zginęła podczas tej
bitwy. Obawiam się, że Ardis i Tasae wiedzą, że nic nie zrobimy w tej sprawie. Kazał wysłać
wszystkich do Kapsuł ratowniczych, kazał mi zabrać dziennik. Cały statek się pali, na
głównym pokładzie została tylko Arli broniąca nas dalej, Tasae i Ardis. Niestety mają zbyt
dobrze rozwinięte działa, a my nie zdążyliśmy włączyć osłon. Arli z tego, co widzę broni
kapsuł żeby nas nie zestrzelili, Ardis i Tasae stanęli na bok do dział żeby i Arli miała lepszy
punkt strzału i żeby oni nie trafili w kapsuły.
Widzę kolejną kapsułę, dostaliśmy wiadomość Arli z Ardisem odlatują kapsułą, Tasae został
na statku by nas nie zestrzelili.
Dziennik Tasae
Obudziłem się w nieznanym mi miejscu, obok leżał ranny Turianin. Wszystko mnie bolało,
nie mogłem wstać. Do sali gdzie leżałem wszedł komandor jednego ze statków flagowych
Turian. Podszedł do mnie i zaczął mówić:
-Witam panie Tasae, jak się pan czuje?
-Tak samo jak dwie minuty temu –odpowiedziałem
-Darujmy sobie arogancje chcemy panu pomóc więc niech pan tego nie utrudnia.
-po pierwsze nie mów do mnie „Pan” bo to brzmi staro, mów mi po prostu Tasae
-No dobrze P.. Tasae to jak się czujesz?
-Eh… ogólnie dobrze ale ręką cały czas mnie boli.
-Nie dziwie się spadłeś z kosmosu-popatrzył na mnie z dziwną ironią w spojrzeniu. -może cię
boleć jeszcze przez tydzień później ustanie. –prześpij się, jak wstaniesz pójdziesz razem ze
mną do Rady Turiańskiej.
Później usnąłem, dziwi mnie, że Turianin tak dobrze mnie przyjął…
Mija drugi dzień od kiedy obudziłem się w Turiańskim szpitalu. Dalej dziwi mnie fakt
dlaczego mnie tak mile tutaj przywitano. Postanowiłem się wybrać na spacer po tym szpitalu
żeby sprawdzić gdzie dokładnie jestem. Szpital nie różnił się niczym od tych na Ziemi, no
może oprócz bardziej rozwiniętej technologii. Sami Turianie, no ale czego można się bardziej
spodziewać po planecie Turian. Podszedłem do pierwszego lekarza jakiego spotkałem.
-Witaj mam pewne pytanie
-Czego chcesz człowieku, mam ważniejsze rzeczy do zrobienia
-Wybacz, że do ciebie podszedłem.
-Oh przepraszam, wróć do Sali, połóż się na swym wygodnym łóżku i poczekaj aż przyjdą po
ciebie.
-Czemu pałasz taką niechęcią do ludzi?
-Ludzie to zmora galaktyki więc nie mam pojęcia dlaczego tutaj jesteś.
-Jestem Komandor Tasae, ten, którego odzyskaliście z wraku statku.
-Co? Ja przepraszam nie wiedziałem.
-Nic się nie stało, mam po prostu kilka pytań.
-Oczywiście pytaj.
-Najprostsze pytanie, gdzie się znalazłem?
-Witamy na Terskani, ojczystej planecie każdego Turianina.
-Rozumiem, wiesz może co stało się z moją załogą?
-Niestety na statku, a raczej jego wraku byłeś tylko ty i martwi załoganci.
-Rozumiem no dobrze nie zabieram ci już czasu, na resztę odpowiedzi odpowiedzią mi wasi
komandorzy.
-Rozumiem widzę szczęścia Komandorze.
-Dziękuje i miłego dnia.
Odszedłem. Wyjrzałem przez okno na czerwono-niebieski niebo Terskani. Słońce już
zachodziło i na niebie ukazały się dwa księżyce tej pięknej, zielonej planety. Z okna oprócz
pięknego nieba było widać morze lub ocean, nie byłem pewny gdyż nie znałem tej planety
więc nie mogłem powiedzieć co się tam znajdowało. Lekki wiatr poruszał liśćmi drzew
wywołując, usypiający dźwięk.
-No dobra czas wracać do pokoju –pomyślałem.
Nazajutrz mój pokój odwiedził Ambasador Turian.
-Witaj Komandorze, jestem Azden. Dla ciebie po prostu Azden
-Widzę, że przyjmowanie tutaj Ras innych niż Turian jest bardzo mile widziane –
uśmiechnąłem się szyderczo.
-Niech pan odstawi swoje aroganckie żarty, jestem tu po coś i chce to jak najszybciej
skończyć. Mam do pana dwa pytanie potem wyjdę a pan będzie mógł się zabierać z naszej
planety.
-No dobrze skoro mnie tak przytulnie ugościliście to będę próbował wam pomóc.
Azden skrzywił się, najwyraźniej nie bardzo lubił żarty, szczególnie od ludzi.
-Dobrze więc niech pan odpowie, co pan robił ze swoją załogą na naszej orbicie?
-To tajna misja Przymierza i niestety nie będę mógł panu udzielić tej informacji.
-No cóż spodziewałem się takiej odpowiedzi od człowieka.
-W sprawy Przymierza proszę nie mieszać całej ludzkości, nie każdy człowiek jest taki jak
pan sądzi.
Po Azdenie widać było zdziwienie. Malowało się to na całej jego twarzy.
-Dobrze, ale czy zechce pan współpracować od tego zależy przyszłość tej twojej ludzkości.
-Szukaliśmy tutaj Hae’ve, dostaliśmy od kogoś wiadomość, ze w tej okolicy ktoś może coś o
nich wiedzieć.
-Hae’ve to tylko mit, legenda zależy jak wy to nazywacie. Jeśli tylko po to tu pan jest to
proszę opuścić planetę.
Odszedłem nic nie mówiąc, wiedziałem, że w tej sprawie nic nie wskóram. Wykupiłem jedną
noc w hotelu przy porcie kosmicznym.
Atak
Rano zerwały mnie z łóżka syreny alarmowe miasta, coś do nas leciało i nie były to Gethy.
Szybko podleciałem do strażnika, którego spotkałem na swej drodze.
-Ruszaj się człowieku do schronu – zdążył krzyknąć zanim przygniótł go kawałek budynku,
który oderwał się po strzale z działka plazmowego.
Biorąc pod uwagę technologię, której używali najeźdźcy to nie była znana mi rasa.
Miałem zamiar pomóc strażnikom w walce, kiedy przeszył mnie dreszcz. Moje ciało
odmawiało mi posłuszeństwa. Czułem krew na swym czole, purpurowa ciecz ściekała mi na
ręce. Nie wiedziałem dokładnie co się stało lecz obawiałem się, że jednak chyba się już nie
dowiem. Obudziłem się w zniszczonym mieście, na ulicach Turiańskiej metropolii było pełno
trupów. Były to głównie żołnierze, choć zdarzali się też obywatele, kobiety a nawet dzieci.
Nie wiem ile czasu minęło odkąd byłem nie przytomny. Ktoś się zbliżał, widziałem zarys
postaci przez kłęby dymu. Leżał przy mnie martwy strażnik więc wyciągnąłem z jego ręki
karabin szturmowy i wycelowałem.
-Mam włączone tarcze, jeśli strzelisz rozsmaruję twój mózg na tej ścianie –osoba dalej się
zbliżała, przynajmniej było wiadome, że od razu przechodzi do rzeczy.
Krzyknąłem pierwsze co mi przyszło na myśl –Kim jesteś, przedstaw się.
-Apil Shard generał z trzynastego oddziału Przymierza.
-Czy to wy tak zmasakrowaliście to miasto?
-Niby po co mielibyśmy to robić, zostałam tutaj wysłana po ciebie.
Apil zbliżyła się do mnie, wtedy mogłem dokładniej zobaczyć jak wygląda. Była ona piękną
blondynką o niebieskich oczach, włosy sięgały jej do ramion. Była dość wysoka co jeszcze
podkreślało jej urodę.
-No i na co się tak patrzysz Komandorze? –uśmiechnęła się do mnie.
-Wybacz, pani generał.
-Przewyższasz mnie rangą więc nie mów do mnie pani generał, poza tym mów do mnie po
prostu Apil na czas naszej misji.
-No dobrze Apil może ktoś tu został, pamiętaj ratuj cywilów, strzelaj do nie przyjaciół. –
Powiedziałem z ironią w głosie
-To, że pracuje w wojsku nie oznacza, że jestem tępa. –Apil uśmiechnęła się szyderczo. Jako,
że takiej odpowiedzi się nie spodziewałem to trochę mnie to zamurowało.
-I pamiętaj Komandorze jeśli jesteśmy na misji i pan powie „Skacz” ja się spytam „Jak
wysoko” lecz jeśli tylko skończymy misję a pan komandor choć spojrzy na mnie nie tak, to
najzwyczajniej ci nakopię.
Stałem w osłupieniu po tym co usłyszałem przez jakieś dwie minuty. Wyrwały mnie z tego
stanu jej słowa.
-Ruszaj się komandorze, przecież mamy sprawdzić co tu się stało.
-No dobrze Apil ale mam jedną prośbę mów mi Tasae.
-Jak tam chcesz mi to bez różnicy, po tej misji i tak nasze drogi się rozejdą.
Przemierzaliśmy ruiny miasta, oprócz naszych kroków nic nie było słychać. Zniszczone
kawałki bladych ścian z których farba odpadła przez atak, co chwila spadały na ulicę miasta.
Szyby a raczej ich pozostałości odpadały z okien rozbijając się o ziemię z dziwnym
aczkolwiek interesującym dźwiękiem.
-Ciekawe z czego robią tutaj szyby –przeleciało mi przez myśl, lecz od razu powróciłem do
misji.
-Apil jak się właściwie tutaj znalazłaś? –próbowałem jakoś rozpocząć rozmowę.
-Byłam najbliżej kiedy dostałam wiadomość od sztabu o ataku na tą planetę. Kazali mi to
sprawdzić, kiedy się zbliżałam dostałam jeszcze jedną wiadomość tym razem o twoim
pobycie tutaj.
-Rozumiem, no dobrze zachowajmy ciszę niewiadomo co tutaj może się czaić.
-Oby jednak nie było tutaj nic.
Szliśmy po ulicach miasta w ciszy przez dobre dziesięć minut, oczywiście nic nie trwa
wiecznie i w tym przypadku było tak samo. Widzieliśmy Turian zamkniętych w jakiś
dziwnych kapsułach.
Apil zerwała się by otworzyć kapsuły i pomóc Turianom, lecz dało się zauważyć, że coś tu
nie gra.
-Apil czekaj!
-Nie ma na to czasu trzeba im pomóc!
-Nie otwieraj kapsuły!
Apil mnie nie posłuchała nacisnęła przycisk by zostały otwarte kapsuły. Turianie byli
podłączeni do jakiegoś dziwnego urządzenia, wyglądali inaczej. Byli to sami ciężko uzbrojeni
strażnicy, po ich całym ciele były poprzeplatane kable. Zamiast miejsc na serca mieli
złączenia kilku kabli. Jeden z nich odłączył się od tego urządzenia i otworzył oczy, Apil
przysunęła się do mnie z wyciągniętą bronią. Od razu wiedziałem, że to nie wróży nic
dobrego. Po chwili wszyscy odcięli się od urządzenia i zaczęli szybko biegnąć w naszą stronę.
Wyciągnąłem broń, którą zabrałem martwemu strażnikowi i razem z Apil zaczęliśmy
ostrzeliwać Turian a raczej to co z nich zostało. Każdy mój strzał odbijał się od ich ciała jak
od tarczy.
-Cholera!
-Użyj tego –usłyszałem od apil, po chwili rzuciła mi magazynek z ostrą amunicją.
Zacząłem strzelać w każdego kto podchodził zbyt blisko. Strzeliłem jednemu w wiązania
kablowe na jego klatce piersiowej, padł.
-Apil strzelaj w wiązania na klatce!
Apil kiwnęła mi głową i po chwili padł kolejny. Jeden z nich próbował nas zajść od boku,
strzeliłem w beczkę z materiałem wybuchowym obok, której stał. Na nieszczęście było to
obok budynku. Iskry poleciały z beczki, po chwili ukazał się wybuch. Ogień poszedł w różne
strony, podpalone resztki beczki latały w każde strony, wbijając się w okna i budynki.
Kawałek ściany przy której stała beczka oderwał się przygniatając dwóch innych Turian.
Kiedy się odwróciłem zobaczyłem tylko zmierzającą ku mnie rękę zombie, zamknąłem oczy
chciałem mieć to już za sobą. Poczułem krew na twarzy, kiedy otworzyłem oczy zobaczyłem
przed sobą Apil. Jej ciało przedziurawiły pazury Turianina. Zrobiła to żebym ja przeżył, kiedy
już upadła szybko wziąłem jej karabin szturmowy i zacząłem ich ostrzeliwać. Krew tych,
którzy podeszli zbyt blisko bryzgała wprost na mnie. Niektórzy dostawali najpierw w nogi by
nie podeszli, dzięki temu miałem więcej czasu na zestrzelenie tych, którzy już zdążyli podejść
zbyt blisko. Zauważyłem beczkę plazmową, nie dbałem o to co się stanie od razu w nią
strzeliłem. Poleciały iskry, następnie ogień. Oderwała się ściana budynku miażdżąc Turian.
Wielki kłęby dymu i kurzu wzbiły się w powietrze kiedy tylko ściana upadła. Słyszałem jak
krzyczą z bólu, mnóstwo krwi wylało się z ich zmiażdżonych lub przebitych ciał. Poczułem
wielki ucisk w nodze, kawałek ściany uderzył prosto w moją lewą nogę. Usłyszałem
miażdżoną kość po czym zawyłem z bólu. Kiedy już pył i kurz opadł, poczołgałem się do
Apil, zdążyłem jeszcze żyła.
-Apil nie zasypiaj wyciągnę cię z tego tylko nie zasypiaj.
-Nie oszukuj się, przecież wiesz, że co do mnie nic się już nie zmieni.
-Apil już wzywam jednostkę, poczekaj nie zasypiaj. -Chociaż tak, krótko ją znałem napłynęły
mi łzy do oczu.
-Żegnaj komandorze, miło było ci służyć chociaż była to tylko jedna misja, komand... .
Apil nie dokończyła, przerwał jej kaszel. Razem z kaszlem wypluła krew, po tym zdarzeniu
odeszła.
-Nie martw się Apil, znajdę tego kto to zrobił i każe mu za to zapłacić.
Wezwałem jednostkę, wziąłem ciało Apil na ręce. Zamierzałem powiadomić jej rodzinę jak
umarła w bohaterskim czynie. Zamierzałem też spełnić przysięgę wobec Apil, i znaleźć tego
kto za to wszystko odpowiadał. Postanowiłem odnowić moją drużynę a także zdobyć
odpowiednią Fregatę (statek kosmiczny)
PS. wybaczcie, że tak to jest zrobione tutaj, ale pisałem to w PDF'ie i tak się przeniosło na to miejsce ^^ (i błagam was nie kopiujcie tego, napiszcie własny ^^)