Jestem teraz za granica i trochę mi się nudzi więc postanowiłem popisać sobie jakieś opowiadania, coś w stylu Opowieści z krypty. Co wy na to? Może jakieś porady?
Jack obudził się pośrodku nocy, padało - jak to dobrze, że wreszcie pada wyjękał Jack. Dokładnie od tygodnia nad Riverplace byly straszliwe upały, co najmniej 30° C w cieniu. Mieszkańcy wreszcze mogli odetchnąć, lało jak z cebra, a powietrze robiło się lżejsze. Tej nocy wszyscy smaczie spali, prócz jednej osoby, Jacka.
Jack obudził się i nie mógł zasnąć, wcześniej nigdy mu się to nie zdarzyło. Za oknem padał siarczysty, zimny deszcz i co jakiś czas w oddali słychać było gwaltowne huki grzmotów. Jack wstał i poszedł do kuchni, mimo to, że nie mógł zasnąć czuł się bardzo zmęczony. Wstawil wodę na kawę i już miał ją zalać, gdy ktoś zadzwonił do jego drzwi. Kto to może być o takiej porze i w tak paskudną pogode - pomyślał Jack poczym spiesznie udał się w kierunku drzwi. Znowu usłyszał dzwonek do drzwi - już idę, chwila - krzyknął Jack. Dalej słychać było huk grzmotów, więc jego krzyk nie mógł nikogo z budzić. Złapał za klamkę i energicznie otworzył drzwi. Nikogo za nimi nie było, Jack wyszedł na ganek, ale nikogo nie widział - to nie możliwe, żeby ktoś tak szybko odszedł od jego drzwi - pomyślał i rozejrzał się jeszcze drugi raz dla pewności. Już miał zamykać drzwi gdy na wycieraczce zauważył kątem oka mała i mokrą kopertę. List o tej porze? - zdziwionym głosem wyszeptał Jack.
Rozejrzał sie jeszcze czy przypadkiem na ulicy nikt nie idzie i podniósł kopertę. Na kopercie widniał jego adres ale nie było nadawcy. Jack poszedł do kuchni, zalał kawę i usiadł przy stole. Chwycił za nóż do listów i ostrożnie go otworzył. W środku ku jego zdziwieniu nie było nic, kompletnie pusta koperta. Co to ma niby być!? - powiedział lekko zdenerwowanym głosem Jack.