Hobbit i Władca Pierścieni

Wypadaloby najpierw poczytać książki aby je porównac do filmów. Jak dla mnie pierwsza część Hobbita oddawała dobrze klimat książki, która w zamyśle autora miała być basnia dla młodszych. Władca Pierścieni ma to do siebie iz ekipa pracująca nad filmem posiadała własną kuźnię i elementy broni oraz pancerzy były prawdziwe jeśli chodzi o dwa pierwsze rzędy armii urukow albo orków. Oznacza to również iz w pierwszych dwóch rzędach stali prawdziwi statyści i tylko reszta była komputerowa ale tego nawet nie można odróżnić bo znajac ten sekrecik ogladalem parę razy na TVN Władcę i nigdy nie znalazłem widocznych różnic. Prawdę mówiąc najlepiej klimat Łotra oddaje pierwsza część, bowiem była to wyprawa, której klimat Tolkien potrafił przedłużyć nawet na wielkie bitwy. Niestety Jackson powtykal tam parę stosowanych żartów i mroczny klimat ulatywal by potem znów się pojawić. Największym błędem było oddanie ekranizacji Hobbita Peterowi Jacksonowi, który lubi tanie slapstickowe scenki i takowe widzimy w Hobbicie zbyt często ( np Thranduil nacierający na poroze 4 orków i odcięcie głów im wszystkim za jednym zamachem). Hobbit powinien zekranizowac ktos z młodszego pokolenia reżyserów, bowiem tacy ludzie wychowani na Władcy Pierścienia podeszliby do pracy z wiekszym dystansem niźli Jackson.

Ogladalem tylko pierwsza czesc Hobbita i jest ona na tyle slaba, ze zniechecila mnie do zapoznania sie z kolejnymi odslonami. Glowny moj zarzut jest taki, ze nie zostala oddana magia ksiazki, ktora jest dosyc specyficzna, bo kierowana do mlodszego czytelnika. Nie twierdze, ze dobrze przy lekturze bawic beda sie tylko dzieci, wrecz przeciwnie! Wlasnie ta magia, sposob napisania Hobbita sprawia, ze doroslemu czlowiekowi lezka sie w oku kreci, bo mozna przeniesc sie do lat dzieciecych. Swietna sprawa. Ja to czytalem jakies 8 razy. 6, kiedy bylem w podstawowce i gimnazjum i kolejne 2 w liceum i na studiach. Za kazdym razem byla to wspaniala przygoda. Film mi tego nie dal. Nie twierdze, ze adaptacje musza byc w 100% trafne, bo jednak film a literatura to nie to samo, kazda z tych dziedizn rzadzi sie swoimi prawami. Jednak wymagam od takiego filmu, aby oddal klimat i serce ksiazki, a tak sie nie stalo. Ogladajac film odnioslem wrazenie, ze kazda rozmowa i kazdy fragment podrozy to tylko pretekst, aby moc popisac sie widowiskowa walka i komputerowymi wodotryskami. Zabraklo magii Hobbita, uroku, naiwnosci, piekna. Samego motywu podrozy i tego, co z nia zwiazane. Samo pojawienie sie Legolasa w pozniejszych czesciach tylko dowodzi, ze film to tanie efekciarstwo. A szkoda, bo ta historia zasluguje na zupelnie co innego! Moze za pare lat...A efekty specjalne? Czy jestem jedyna osoba, ktora uwaza, ze Wladca Pierscieni wyglada lepiej od Hobbita? Powaznie tak uwazam. Efekty w Hobbicie sa cholernie sztuczne, az za duzo komputera, to zle sie oglada!

Niestety muszę się z tobą nie zgodzić, chociaż jestem niesamowitym fanem jeśli chodzi o właśnie Władcę Pierścieni. Byłem w kinach na Hobbicie, oraz na Władcy i muszę powiedzieć że Pierścionki w kinie wyglądają o wiele gorzej. Tylko ze względu na jakość nagrywania. Przyznaję że Władca Pierścieni jest o wiele lepsza pod względem fabularnym, wątki są dopracowane i nic nie jest wplecione na siłe. Hobbit, a szczególnie ostatnia część jest zbyt długa - na moje oko przynajmniej o 30-40 min. Sam fakt, jak Legolas ,,lata" trzymając się tego dużego nietoperza jest po prostu śmieszny, i całość sceny komputerowej po prostu wylewa się, i przyprawia o bóle zębów i kęs zażenowania. Nie wiem, jak dla mnie zbyt obficie został nakręcony. Całe komplikowanie sprawy kręceniem w 48 klatkach - bujda na resorach. Obraz jest płynniejszy, ale trzeba wiedzieć też że człowiek dostrzega też, naszpikowanie grafiką komputerową. Oficjalnie film był niezły. Zdecydowanie najlepsza część ze wszystkich, bo już nawet smok wyglądał inaczej. Jakoś tak, poruszał się z gracją.

A i jeszcze jedno. Władcę Pierścieni obejrzałem przed przeczytaniem książek. I to był mój jedyny błąd. Bo pewnie teraz narzekał bym na to i na to. - Chciałbym jeszcze dodać, że większość scen książkowych z Pierscionków właśnie kojarzyły mi się z filmem. Wyobraźnia nie generowała nowych scen w jakich znajdowali się bohaterowie. A to boli.

Dzięki za wywód.

Mnie się najmniej podobał ten trójkącik Kili x Tauriel x Legolas. Rozumiem, że musieli dodać jakąś kobietę dla urozmaicenia i fajnie, że się pojawiła, bo we Władcy Pierścieni mieliśmy dużo kobiet elfów. Szkoda, że nie było żadnej kobiety, która byłaby krasnoludem. To już lepiej by wyszło, niż Tauriel x Kili. Myślałam, że Peter ją uśmierci, bo w sumie dał nam postać i podjął pewien wątek. Chciałabym zobaczyć chociaż, co się stało później. I nie rozumiem po co Legolas wciąż podążał za Tauriel, skoro ona kochała Kiliego, a jego ojciec i tak nie pozwoliłby na ślub. Tylko nie mówcie proszę, że "miłość", to było bardziej takie zauroczenie.

Mnie osobiście dobił Hobbit. W LOTR mi brakowało paru rzeczy ale dało się to przetrzymać(Bombadil albo chociaż walka, która nie jest na pałki np scena kiedy Pippin schodzi do Gandalfa na mury, Gandalf po prostu tłucze orków jakby miał kij w ręku). Hobbit został całkowicie zmieniony. Okazuje się, że w ogóle Sauron to wszystko zaplanował, jakieś potwory ryjące ziemie, orkowie z Gundabadu(w książce to gobliny, czyli spora różnica). To jest po prostu plucie na widzów. Mało jest dobrych scen(np walka z Sauronem). Pierwsza część Hobbita uciągnęła, bo miała klimat. Choćby pieśni krasnoludów.

-Gobliny zaatakowały, ponieważ Wielki Goblin został zabity, a nie przez Saurona
-Bolg został zabity przez Beorna, nie Thorina
-Bilbo razem z Gandalfem byli na Kruczym wzgórzu, na którym nie było żadnej armii orków

-Radagasta w ogóle nie było w książce(prócz małej wzmianki o tym, że Gandalf go zna)

-Nie było też pogoni
-Choroba Thorina jest wyssana z palca

-Tak samo udział Legolasa i Tauriel
-Wszystkie krasnoludy były na górze

-Żaden z krasnoludów nie miał żadnej poważnej choroby

-Bard nie robił kuszy ze swojego dzieciaka

-Aragorn jak ktoś dobrze wspomniał miał 10 lat dopiero, więc raczej nie był jeszcze Obieżyświatem

Taka mała lista tego co jest nie tak

Na sam koniec dodam, że wśród moich znajomych często były zakłady o to czy zrobią czwartą część "Hobbit:Powrót do domu", w której byłyby retrospekcje z poprzednich filmów.

Niestety muszę się z tobą nie zgodzić, chociaż jestem niesamowitym fanem jeśli chodzi o właśnie Władcę Pierścieni. Byłem w kinach na Hobbicie, oraz na Władcy i muszę powiedzieć że Pierścionki w kinie wyglądają o wiele gorzej.

Niby sie nie zgadzasz, ale potem piszesz, ze Hobbit wygladal zle i sztucznie. Dlatego czy nie mozna sie zgodzic, ze Wladca wypada pod tym wzgledem lepiej? Czy zgrzytales zebami ogladajac Wladce?

I nie rozumiem po co Legolas wciąż podążał za Tauriel, skoro ona kochała Kiliego, a jego ojciec i tak nie pozwoliłby na ślub. Tylko nie mówcie proszę, że "miłość", to było bardziej takie zauroczenie

Zauroczenie ma swoja sile : ).

EDIT:

Ajkazo, takich zmian sie nie uniknie. Szczegolnie jesli rozbija sie krotka ksiazke na 3 dlugie filmy. Nie chodzi o zmiany w fabule, ale o to, ze tworcy nie oddali ducha powiesci.

Ja bym dał tak Hobbit I > Władca pierścienia drużyna pierścienia

Władca Pierścienia dwie wieże > Hobbit Pustkowie

Hobbit Bitwa pięciu armii > Władca Pierścienia Powrót Króla

Według mnie jeśli chodzi o film. Hobbit dla młodszej widowni, proszę was motyw krasnoludów jest skierowany właśnie do dorosłego widza.

A kto wchłonął historię krasnoludów, ten wie o czym mowa.

A mnie właśnie I część Hobbita urzekła bardziej, niż I część Drużyna Pierścienia. Wiecie co mi się podobało ? Historia krasnoludów, tego właśnie mi brakowało w Drużynie. Chociaż Historia jest skupiona wokół hobbita, pokazywane jest królestwo krasnoludów - jak ono powstawało, a zarazem upadało poprzez chciwość. Mnie urzekła historia, nie patrząc na animacje.

No ja odniosłem wrażenie, że Bilbo to tam tylko jest... Bo jest i mimo że to jego historia jest nudną postacią tła pokazywaną tylko po to, żeby ktoś się nie przyczepił że go brakuje. Film na pewno nie jest skierowany do fanów książki, bo jest to dowolna interpretacja dzieła, stworzona tak, jak podobało się to zespołowi odpowiedzialnemu za film. Sam Władca stara się przekazać właśnie kwintesencje książki, pokazuje najważniejsze momenty i stara się wspomagać wyobraźnie każdego czytelnika. Hobbit natomiast wchodzi w butami i korektorem zamazuje wszystko co mu się nie podoba, dodając do tego nowe rzeczy. Wspomnijmy też o tym, że Hobbit mimo jednej książki otrzymał aż trzy filmy, gdzie każdy Lotr mógł spokojnie też zostać rozdzielony. Wydaje mi się, że w momencie powstania większej ilości części Lotra, udałoby się im świetnie oddać wszystko, przekazać każdy wątek, a ja mimo długiego seansu (reżyserska wersja trzech trwa dwanaście godzin, to większej ilości musiałaby trwać naprawdę długo) każdą scenę oglądałbym z zaciekawieniem. Nawet głupie częstowania Aragorna zupą przez Eowine mi się podobało, a nie miało większego znaczenia. Hobbit tego nie ma. Oglądałem go, bo oglądałem, chciałem zobaczyć jak to wyjdzie jako całość... I uważam, że rozbijanie filmu na trzy, kiedy ewidentnie są momenty w których zaczyna brakować pomysłu co jeszcze dodać, mija się z celem. Za bardzo przycisnęła ich wizja potrójnego zarobku i przez to w filmie znalazły się sceny, które wołają o pomstę do nieba.

Niby sie nie zgadzasz, ale potem piszesz, ze Hobbit wygladal zle i sztucznie. Dlatego czy nie mozna sie zgodzic, ze Wladca wypada pod tym wzgledem lepiej? Czy zgrzytales zebami ogladajac Wladce?Zauroczenie ma swoja sile : ).EDIT:Ajkazo, takich zmian sie nie uniknie. Szczegolnie jesli rozbija sie krotka ksiazke na 3 dlugie filmy. Nie chodzi o zmiany w fabule, ale o to, ze tworcy nie oddali ducha powiesci.Jeżeli nie oddali ducha powieści to fabuła gra tu ważną rolę. Ale jak oglądam to i widzę, że wstawiono kusze z dziecka Barda albo Tauriel z Legolasem to mnie krew zalewa. Nawet pościg za krasnoludami nie jest wytłumaczalny. Thranduil dowiedział się o nich dopiero kiedy dostał wiadomości od ludzi z Miasta na Jeziorze.Nie spodziewałem się po Jacksonie, że odwzoruje bardzo dobrze Hobbita, ale mógł to zrobić chociaż w połowie.

Ja wiem jedno - jeżeli syn Tolkiena sprzeda prawo do nakręcenia Silmarillionu, to powinni wybrać kogoś innego niż Peter na reżysera. Silmarillon jest na tyle ciężki, że wyszedłby pewnie gorzej od Hobbita.

Dla mnie Silmarillion srednio nadaje sie do adaptacji. Jesli do tego dojdzie, to pewnie powstanie z 10 filmow. Sami wiecie jak ta ksiazka wyglada, mozna wybrac konkretna opowiesc, ktora zajmuje ulamek calej ksiakzi i nagrac wielki film.

Ja mam szczerą nadzieje, że to był już koniec filmowych adaptacji książki i jedyne filmy, jakie kiedykolwiek jeszcze powstaną, będą w pełni wymyślonymi historiami w uniwersum. Dzięki temu nie będę musiał spinać pośladów, że ktoś nie umie oddać ducha książki i może przy tym opowie jakąś ciekawą historię, czy pokaże epicką bitwę

W sumie to Silmarillion jak dla mnie jest okropnie nudny... Chyba zasnęłabym na tym w kinie.

A mi sie podobala gdzies polowa ksiazki. Sa lepsze i gorsze opowiesci tam zawarte, ale dwie z nich zapadly mi w pamiec. Szcegolnie losy Feanora, ktory zdradzil wlasny lud. Moze jego historia zostanie przedstawiona?

Lata temu próbowałem podejść do tej książki, ale chyba skończyłem po 3 dniach, bo jest ciężka. Przypominało mi to jakąś mitologię jacyś bogowie,rasy itp ( o ile dobrze pamiętam) gdzieś przeczytałem, że Tolkien coś wspomniał, że tam nie będzie aż tak interesujących motywów jak we wcześniejszych książkach (brak hobbitów itp ). A czytał ktoś z Was Księge zaginionych opowieści ? Jest coś ciekawego tam ?

Po obejrzeniu wszystkich trzech części Hobbita muszę powiedzieć, że to piękna trylogia i prawdziwa magia kina. Dużo smutnych momentów i zabawnych, a wszystko odziane w zachwycające efekty specjalne. Peter Jackson wiele dodał od siebie, pozmieniał też to tu, to tam ale dzięki temu zabiegowi trylogia Hobbita zgrabnie łączy się z Władcą Pierścieni w jedną wielką opowieść. To była prawdziwa przyjemność znowu przejść do Śródziemia przez wielki ekran.

@UP

Tolkiem z wiekiem coraz więcej czasu poświęcał mitologii Śródziemia, dlatego jego późniejsze prace są przede wszystkim dla fanów, bo mogą być trudne w odbiorze. Księga zaginionych opowieści to taki Silmarillion bardziej szczegółowo, ale też chaotycznie, bo na przestrzeni lat Tolkien zmieniał imiona i pokrewieństwo poszczególnych postaci. Pewne wątki ulegały zmianie i ewoluowały, więc może być trudno się w tym wszystkim połapać i poukładać sobie w głowie w logiczną całość.

Jeżeli kogoś to interesuje - Silmarillion nie prędko (jeśli w ogóle) zostanie zekranizowany.

A na pewno nie przez Jacksona. Christopher Tolkien nie raz i nie dwa podkreślał, że zarówno jemu jak i ludziom z Tolkien Estate nie podoba się to, co Jackson zrobił w LOTR i Hobbitem.

W takim razie plus dla Christophera. Mnie też się dużo momentów nie podobało.

Mi w tej trzeciej części Hobbita najbardziej podobało się to niemałe skupienie na krasnoludach!

No w końcu mogłem zobaczyć jak wygląda chociaż część ich wojska, jakie sztuczki bojowe stosują, jakie są chętne do bitki.

I ten moment katowania wroga głową :D i ten moment jak tylko pojawiły się orki to krasnale od razu byle tylko przed elfami, odważnie lecą się bić.

Te układanie tarcz w jedną długą ściane! Tego mi brakowało w innych filmach nawiązujących do tego uniwersum.

Thranduil jednak wysyła go, aby odnalazł Aragorna, który zwany jest Obieżyświatem i jest łowcą. Co ciekawe - podczas akcji tego filmu Aragorn ma dopiero 10 lat. Duże osiągnięcie, jak na dziesięciolatka.

Faktycznie ciekawe, zwłaszcza że różnica między Hobbitem a Władcą Pierścieni wynosi jakoś 60 lat... A Aragorn spotkał Froda w gospodzie w wieku 87 lat. Nie wiem jak dla Ciebie ale dla mnie to wygląda jak 27 lat, a nie 10.

Nie pamietam jak sprawa Aragorna wyglada w ksiazkach, ale we filmie, rozszerzonej wersji Wladcy Pierscieni, pada taka kwestia, ze Aragorn nie jest takim zwyklym czlowiekiem i ze zyje znacznie dluzej.