[SPOILERY] SW: The Force Awakens

Temat służy do dyskusji na temat samego filmu, dlatego tylko w zakresie tego tematu dopuszczalne jest umieszczanie spoilerów fabularnych bez konieczności oklejania ich tagiem 'Spoiler'. Wątek przeznaczony jest przede wszystkim dla ludzi, którym spoilery nie przeszkadzają oraz tym już po seansie.

No a co do dyskusji, to jak wrażenia? Mi się naprawdę mega podobało. Z dwoma małymi szczegółami dosłownie wszystko - efekty, walki (zarówno powietrzne jak i wręcz), zarys fabularny (wiadomo, że to dopiero początek jakiejś nowej historii, więc jest zbyt wcześnie, aby to oceniać), postacie - omfg, według mnie genialne napisani są chyba wszyscy nowi bohaterowie. Nawet mały BB-8 ma swój unikalny urok, którego nie spodziewałbym się po tak wielu różnych i barwnych osobowościach znanych nam już robotów sagi. Co do ludzi - wydaje mi się, że Poe idealnie wpasuje się w lukę pozostawioną przez Hana ze swoim humorkiem i ripostami. Postać Finna rewelacyjna, moja ulubiona z całego filmu. Co do rzeczy, które mi się nie podobały - aktor wybrany na Kylo Rena, chociaż mam nadzieję, że po "ukończonym treningu" sprawią, że będzie nieco mniej rozwydrzonym gówniarzem, a trochę bardziej prawdziwie czarnym charakterem godnym sagi. Druga sprawa - jak bardzo Luke się zestarzał, to jest aż niedorzeczne względem pozostałych postaci. Rozumiem, że Harrison pewnie pomagał swojej urodzie przez lata, ale gość wygląda co najmniej tak jakby mógł być ojcem Lei.

Co do fabuły - dobry, energiczny wstęp, ale jak dotąd mało wiadomo. Rey to pewnie albo jakaś nieznana Hanowi córka (możliwe, że narodzona podczas gdy Solo gdzieś podróżował, co razem z Leią powtarzali chyba 5 razy podczas filmu). Inna teoria mówi, że jest bliźniaczką Bena, ale to mało prawdopodobne, bo czemu Han miałby o tym nie wiedzieć. Najbardziej prawdopodobną opcją wydaje się fakt, że jest córką Luke'a, chociaż o jej ewentualnej matce raczej nie ma zupełnie żadnych informacji. Jeszcze inna opcja to taka, że tak jak Anakin została spłodzona przez midichloriany i saga w końcu zboczy nieco z toru historii rodziny Skywalkerów. No a wy jak myślicie? No i przede wszystkim jakie wrażenia po samym seansie?

No dobra teamt o SW więc i ja sie wypowiem. Spojlery nigdy nie były mi straszne ale chciałbym wrzucić swoje 5 groszy na temat całego SW. Nie trawie tego uniwersum i film nie zostanie przezemnie obejrzany tak samo jak wszystkie poprzednie, za łebka fajnie sie grało w jakies gierki dżedaj gdzie sie pomykało z mieczem świetlnym, i tylko to próbowało mnie przekonać do tego świata jednak gdy zaczynalem ogladac którykolwiek z filmów, zapał całkowicie przemijał w związku z czym czuje wstręt do dzisiaj, jestem bardziej zwolennikiem klimatu typu miecz i magia, a nie świetlówki i moc.

Nie żeby mi ludzie którzy są fanami mi przeszkadzali, rozumiem bardzo żywe zainteresowania jakimś tematem bo sam interesuje sie wieloma rzeczami i bardzo energicznie reaguje na informacje o nich - co jest spotykane z zaskoczeniem społeczeństwa.

Ale przez ten cały hype na film ja osobiście (i pewnie nie tylko ja, bo nie wierze ze jestem jakims chorym wyjątkiem) którzy nie trawią tego uniwersum są postrzegani za "innych" no bo jak przecież można nie znać/ nie lubić gwiezdnych wojen? Ogólnie milcze o elementach popkultury, zwykle nigdzie nie pisze swoich chorych wywodów i przemyśleń na fejsie czy innych mediach, a nawet jak juz napisze to kasuje wszystko przed wysłaniem bo wychodze z założenia ze jednak debili i tak nic nie przekona i do nich nie dotrze. Bohaterów Star Wars na chwile obecną brakuje tylko w każdej lodówce. A wracając do tego ze nic nie pisze - jak temat przyszedł również i tutaj, załozony przez jaśnie oświeconego Lorda Leniwego Plejna którego zdanie jest jedne jedyne i najsłuszniejsze, postanowiłem wypowiedzieć się co o tym sądze, z nadzieją że nie został on stworzony jedynie dla fanbojów.

No dobra teamt o SW więc i ja sie wypowiem. Spojlery nigdy nie były mi straszne ale chciałbym wrzucić swoje 5 groszy na temat całego SW. Nie trawie tego uniwersum i film nie zostanie przezemnie obejrzany tak samo jak wszystkie poprzednie, za łebka fajnie sie grało w jakies gierki dżedaj gdzie sie pomykało z mieczem świetlnym, i tylko to próbowało mnie przekonać do tego świata jednak gdy zaczynalem ogladac którykolwiek z filmów, zapał całkowicie przemijał w związku z czym czuje wstręt do dzisiaj, jestem bardziej zwolennikiem klimatu typu miecz i magia, a nie świetlówki i moc.Nie żeby mi ludzie którzy są fanami mi przeszkadzali, rozumiem bardzo żywe zainteresowania jakimś tematem bo sam interesuje sie wieloma rzeczami i bardzo energicznie reaguje na informacje o nich - co jest spotykane z zaskoczeniem społeczeństwa.Ale przez ten cały hype na film ja osobiście (i pewnie nie tylko ja, bo nie wierze ze jestem jakims chorym wyjątkiem) którzy nie trawią tego uniwersum są postrzegani za "innych" no bo jak przecież można nie znać/ nie lubić gwiezdnych wojen? Ogólnie milcze o elementach popkultury, zwykle nigdzie nie pisze swoich chorych wywodów i przemyśleń na fejsie czy innych mediach, a nawet jak juz napisze to kasuje wszystko przed wysłaniem bo wychodze z założenia ze jednak debili i tak nic nie przekona i do nich nie dotrze. Bohaterów Star Wars na chwile obecną brakuje tylko w każdej lodówce. A wracając do tego ze nic nie pisze - jak temat przyszedł również i tutaj, załozony przez jaśnie oświeconego Lorda Leniwego Plejna którego zdanie jest jedne jedyne i najsłuszniejsze, postanowiłem wypowiedzieć się co o tym sądze, z nadzieją że nie został on stworzony jedynie dla fanbojów.

nick-young-confused-face.jpg

nie sądzę, żebym zamienił z tobą kiedykolwiek ze dwa zdania na jakikolwiek temat, żebyś mógł wyciągać na tyle posunięte wnioski i zarzuty, ale tak czy inaczej prosiłbym o kreowanie ataków na mnie w innych miejscach, a pozostawienie tego do regularnej dyskusji. Twoje "5 groszy" na temat sagi to stwierdzenie, że nie możesz jej znieść i ok - myślę, że absolutnie wszyscy tu obecni są w stanie to zaakceptować. Jeżeli natomiast aż tak ci się przejada wszechobecny hype, to myślę, że wchodzenie do tematu, którego tytuł w pełni pokrywa się z tytułem wspomnianego filmu, to chyba nie do końca dobry pomysł.

#edit, no i tak w ogóle to nie rozumiem o co w tym wywodzie chodzi. Nagle z tyłka wyciągasz jakieś ataki, zarzuty, wyzywasz kogoś od debili (chociaż mam problem ze zidentyfikowaniem celu tej obelgi), chociaż nikogo totalnie nie obchodzi czy lubisz to uniwersum czy nie. Nie ma dobrej odpowiedzi na pytanie o opinię na temat filmu, a ja właśnie takie pytanie zadałem. Żyj i dać żyj innym. Ostatnią rzeczą jaką powinna interesować antyfana SW jest temat dyskusyjny o ostatniej części SW, nie uważasz?

Powiem więc i ja swoje zdanie. Już miałem jedną mocniejszą dyskusję ze znajomym, gdzie doszliśmy do w miarę wspólnego zdania - film jest genialnym wstępem, początkiem do czegoś większego. Posiada multum wątków, podsuwa wiele niewiadomych, rozpoczyna coś, co dopiero się wyjaśniać będzie. Posunąłbym się... Nie, to jest zwyczajnie fakt, siódma już część SW jest zdecydowanie lepsza od pierwszych trzech. Tamte były niespójne, miały fabularne dziury, otwierały wątki, które nigdy nie miały zostać zamknięte, było wiele niedomówień, a część postaci była nijaka, albo wstawiona bardzo topornie. Ogólnie chciałem unikać jakiegoś podniecenia się nową częścią, byłem świadom, że może wyjść źle... W sumie to wiedziałem, że tak będzie od kiedy disney ogłosił, że ma wywalone na teoretyczny kanon. Z biegiem czasu i rozmową z kilkoma osobami stwierdzam jednak, że ruch ten jest bardzo dobry, ponieważ nigdy nie byliby w stanie odnaleźć się w tym, czego nie stworzyli. Teraz widać nawiązania, jakieś wskazówki, puszczone oczko dla fanów książek czy komiksów, ale całość odbywa się w zamyślę reżysera, co widać. Nowa całkowicie osoba odnalazła się idealnie. Zwyczajne wow, gratulacje i brawa, ponieważ klimat jest nieziemski. Wchodząc na salę myślałem sobie, że popełniłem mały błąd. Ludzi była kupa, gdzieś tam w tle słyszałem cały czas rozmowy, spekulacje, a ja przyszedłem zwyczajnie zobaczyć nowy film w uniwersum, które cieszyło mnie za dzieciaka jeszcze na kasetach, bez dorobionych scen które doszły na wydaniach dvd. Kiedy jednak każdy już zasiadł i puszczona została taśma, wszystko ucichło, ja rozłożyłem się w fotelu i odpłynąłem zwyczajnie. W kinie nie byłem już dawno, tym razem wybrałem się na wersje 2d, bo obudziłem się za późno na 3d (na które swoją drogą już zarezerwowałem bilety), ale nie czuje się jakoś specjalnie stratny. Zostałem wbity w fotel, a na sam koniec, po napisach, po informacji o kolejnych filmach nie chciałem wstawać. No ale przejdźmy do jakiś informacji związanych z filmem

Sam główny badass kylo ren... Jest jakiś taki na razie dość słaby (nie w sensie gry, a mocy i postępowania), mam nadzieje, że nabierze charakteru, bo na razie jest jeszcze młodziakiem, nie pokazuje pazura, a wiadomym jest że stać go na dużo. Sama Rey na razie jest, zacznie dopiero trening (taką mam nadzieje), na pewno jej postać ma już nadany jakiś kierunek. Uważam, że jest córką Luka, który tam gdzieś w filmie jest, ale tak na prawdę to go nie ma - co swoją drogą też po części jest interesujące. Ogólnie w książkach i komiksach Luke w kanonie jedi pozwala na uczucia, związki i sam ma żonę. Sam nigdy nie był szkolony od dziecka, nie wmawiane mu było że ma się wyzbyć emocji i jako jedyny w całym zakonie potrafił w chwili próby odmówić walki. Nawet karzeł Yoda w nieudanych całkowicie scenach dobył miecza i zaczął walczyć, a Luke miał na tyle siły, żeby odmówić. Myślę, że jego wątek specjalnie nie jest zdradzany, jest mentorem, przeszłość wywarła na nim duże piętno i sam nie chce się mieszać za bardzo do tego, co się dzieje dookoła niego. Nie bez echa przeszła też śmierć Hana... No cóż, mi też szkoda tej postaci, ale to się musiało stać. Zarówno fabularnie, jak mi ogólnie ma to sens Harrison Ford ma swoje lata, w filmie wydaje mi się, że nie pasuje do całej reszty. Czas go przejadł już bardzo mocno i nawet ta przerwa między częściami aż tak bardzo nie wyjaśnia starzenia. Odsunął się gdzieś w cień, zostawił miejsce dla młodych genialnie prezentujących się aktorów. Ogólnie mam też nadzieje, że wyjdzie wersja reżyserska filmu, ponieważ miejscami ewidentnie coś się działo, mogło się podziać coś więcej co w sumie może znaczenia nie miało, ale i tak jest przeskok do następnej sceny w celu zaoszczędzenia czasu.

Cały film ma ogromny plus, jak powiedziałem, po świętach wybieram się ponownie tym razem na wersje 3d i tutaj pytanie, był ktoś? Dobrze się prezentuje, czy przede wszystkim warto (chociaż to chyba oczywiste pytanie)

@FanAjrona

Wat, zabłądziłeś kolego.

Byłem na 3d w kinie Helios i... żałowałbym gdyby nie jedna scena. Cały czas miałem wrażenie, że jest jakieś rozjaśnienie z prawej strony i do tego rozdwojenie obrazu leciutkie. Najlepiej było widoczne jak były ukazane różnego rodzaju światła, źródło widziałem podwójnie. Żałuję, że nie poszedłem na 2d. Po 20-30 min i tak przestało mi to przeszkadzać ponieważ film mnie tak wciągnął, że wszystko do okoła przestawało mieć znaczenie. Nawet jakieś młodziki siedzące za mna. Chłopak na oko 17 lat, film się zaczyna, niebieski napis.. "oo f*ck", żółty napis... "o f*ck, o f*ck!".. bardzo irytujące, dlatego byłem na godzinę 15 w tygodniu żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo spotkania takich gadających na filmie ludzi :P

Czytałem opinie ludzi o 3d w tym filmie i pozytywnie bardzo mówili o Multikinie.

BTW. Warto iść na 3d nawet dla jednej sceny, kiedy widać Niszczyciel na całym ekranie, mega kawałek.

Co do filmu, jestem jak najbardziej na tak, tak jak pisali poprzednicy, super wprowadzenie w nową trylogię. Cała ekipa filmowa naprawdę dała radę, a nie ukrywajmy, że wszyscy się baliśmy o ten film tak samo jak i się ekscytowaliśmy :P

Postacie, fabuła (póki co) i efekty.

Moim zdaniem jednak troszkę za szybko wszystko się działo.

Na początku tematu kolega stwierdził, że Luke zbyt mocno się postarzał. Ja tłumaczę sobie to w ten sposób, że odizolowany od całego wszechświata z ogromnym poczuciem winy i strasznymi przejściami w pamięci miał prawo wyglądać jak wygląda.

Kiedy myślałem, że to już koniec filmu okazało się, że zaraz zobaczymy Luka. Kiedy Rey wyciągnęła miecz do Luka i tak stali przez moment.... Napięcie jakie wtedy czułem było niewyobrażalne, gęsia skórka, szybki oddech i wspominki Luka z poprzednich części, coś niesamowitego.

A co do stwierdzenia, że brakuje jakichś scen, też tak uważam. Najbardziej widać to moim zdaniem w kantynie. Czekam na wersję reżyserską.

Fajnie było zaspoilerować ludziom, że Hans Solo zginie przed seansem, ale co mi tam.

Film wręcz zachęca do wyczekiwania następnej części.

Jak dla mnie jednak 6/10, bo po pierwsze z tym działem to taka trochę powtórka z rozgrywki.

3D kompletnie nie wykorzystane... żałosne w/g nie czułem, że byłem na 3D

Liczyłem na coś w stylu Avatara gdzie koleś dotykał takie roślinki, a one po całej sali latały.

Dobra, powiem tak, film ma swoje plusy i minusy, i o ile tych drugich jest mniej, to irytowały strasznie.
Po pierwsze sama postać Kylo Rena. Serio typ, który tam chyba rozjebał Luka i tych innych patałachów w tej Akademii Jedi został dojechany przez byle szturmowca i jego dupe? xD Jebłem. Do tego po co tą maskę zdejmował? Zepsuło to tą postać już całkowicie, co za lamus. Zresztą irytuje mnie też to, że ta cześć nie miała jednego, głównego arcy wroga, jak poprzednie czesci Vadera. Niby był Ben, niby jest ten wielki typ, imienia zapomniałem, niech będzie Galactus. Postac tego generałka też była spoko, ale nieco niewykorzystana. Ogólnie całe to imperium zostało tak absurdalnie zeszmacone, że nie wiem co musieli by zrobić w następnej części, by było ono brane na poważnie. Brak tam jednego, wyraźnie zarysowanego badassowego lidera. No i końcówka. Serio, nie lubie, czy to w grach, czy w filmach, że kupuje produkt, a pod koniec autor mi mówi "Siema frajerze, dzięki za hajsy, ale na zakończenie sobie jeszcze poczekasz xD Elo". Trzeba czekać na kolejną cześć.
A ogólnie film wiadomo, spoko, dobrze aktorzy, dobra gra aktorska, idealnie wyważona akcja i gadanie, oraz elementy poważne i humorystyczne. Cieszy mnie, że w końcu dostaliśmy normalny film, z fajną fabułą, który nie stawia na ilość wybuchów na sekunde.

Ach jak czekałem, żeby wylać swoje zdanie na temat tego filmu gdzieś.. Gdziekolwiek...

Ogólnie jako całość film oceniam wyśmienicie. Trochę się nakręcałem, że będzie pewnie taki średniak, bo jednak głosy były różne i moje odczucia również czy aby dobrze robią odświeżając tą markę i starając się wydoić historię poza 6 epizodów które widzieliśmy. Poza tym epizody 1-3 jakie były każdy wie. Mi się one np. podobały jako całokształt. Jasne, wątek miłosny i sam Hyden były na minus ale skądś się te dzieci Anakina wziąć musiały i dojście do tej miłości i zatracenie się w niej również jakoś pokazane być musiało. Anyway, my nie o tym.

Fabuła

Była niezła. Trochę kopiuj wklej z Nowej Nadziei co wiele osób zdaje się komentować w ten sposób, ale mimo wszystko dawała radę. Mamy nowych złych, mamy wielką bazę niszczącą układy, mamy rebelię, mamy ujawnienie się Mocy w nowej postaci, walki, cienie poprzednich mistrzów w wizjach Rey. Plus lekkie ukazanie świata po wydarzeniach z pierwszej trylogii, nowego złego, wybuchy, akcję i małe easter eggi (Daniel Craig jako Stormtrooper manipulowany przez Rey i strasznie podobające mi się nawiązanie do rozmowy trooperów w pierwszej trylogii o nowym modelu blastera czy tam speedera, już nie pamiętam ale fajny smaczek). Na minus moim zdaniem jednak działa dużo skrótów i przypadków które napędzają akcję. Przypadkowe odnajdywania się bohaterów czy to na niszczycielskiej planecie czy gdziekolwiek indziej. Takie to trochę pójście na łatwiznę ale można przymknąć na to oko.

Postaci

Najbardziej polubiłem postać Rey. Miała konkretny cel, nakreślili jej marzenia i czym się kieruje żyjąc w takich a nie innych warunkach. Strasznie sympatyczna postać i cieszy mnie, że to ona okazała się tą główną osobą władającą Mocą w młodym pokoleniu. Brakowało mi szczerze powiedziawszy jakiejś sensownej babeczki Jedi i ją dostaliśmy.

Finn również zaskakująco fajna postać. Jasne, dyszał i pocił się dużo, a jego nagłe jak się wydaje romantyczne zainteresowanie Rey takie naciągane, ale hej. Mamy i w tym filmie trochę Friendzone. Plus również kieruje się jasno określonymi celami i jest niezłomny w tym, że mocno staje w opozycji Nowego Porządku. No i jego interakcje z Poe który notabene też wyrośnie w kolejnych częściach na zamiennik Hana Solo są na 5 z plusem.

I najbardziej "hejcony" Kylo Ren vel Ben Solo. Rozumiem narzekania ludzi na jego postać ale mi się strasznie podobało podejście do niej. Nie mamy tu mistrza Ciemnej Strony, a uczniaka. Uczniaka który jasne, wymordował uczniów Luke'a ale dalej uczniaka, który w moim przekonaniu zmaga się z lekkim rozdwojeniem jaźni i daleko mu jeszcze do osiągnięcia pełnego opanowania Mocy. Dobór aktora może średni, ale mi on naprawdę nie przeszkadzał, a zdjęcie maski dosyć wcześnie w filmie też mi wcale nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Dodało mi do niego więcej ludzkiej strony, która też ma swoje obiekcje mimo jasnego celu do którego dąży czyli przewyższenia Vadera.

Narzekanie na to, że dał się pokonać Rey też mnie nieco bawi. Hej, chłopak dostał z mocarnej broni w bok. Mocarnej, bo twórcy przez cały film starali się pokazać, że broń Chewiego jest strasznie mocna (Han robiący ciągłe komentarze jaka ta kusza jest świetna). Dodatkowo Kylo nie posiadał pełnej kontroli nad mocą to raz, a dwa jego pewność siebie była podkopywana przez Rey cały czas. Dodatkowo zabicie ojca na pewno miało też na niego jakiś wpływ. To było pokazanie ludzkiej, młodej twarzy tego bohatera. Rey wcześniej odrzuciła jego atak na jej psychikę, był ranny, zabił ojca a młoda cały czas podkopywała jego pewność siebie jakoby miał przewyższyć Vadera. Bardzo sensownie pokazane czemu z nią przegrał - po prostu się bał. Bał się tego co zrobił i z kim się mierzył. Bał się tego, że jednak jest ktoś kto może z nim stanąć w szranki, a jest nawet nie wytrenowany w drodze Jedi.

Imho bardzo dobra postać, a w kolejnych częściach stanie się moim zdaniem dużo bardziej zdeterminowany i bezwzględny na co osobiście czekam, bo cholernie ta postać mi się spodobała.

Ot takie dywagacje na szybko :D

Ja za to się nie będę jakoś rozpisywał. Ogółem film mi się podobał, z wyjątkiem Kylo Rena postaci są dobrze wykreowani, powrócili starczy bohaterowie no i co najważniejsze...maszyny i te dźwięki :D

-Kylo Ren...nie chciałbym oceniać wyglądu aktora ale on wygląda beznadziejnie jak na antagoniste. Nie ma również charakteru jakim szczycił się chociażby Darth Vader.

-cmentarzysko maszyn, zniszczone krążowniki, myśliwce, AT-AT...to było genialne, świetny smaczek.

-śmierć Hana Solo, no to było do przewidzenia...jednakże Ford chyba zapłacił im aby go uśmiercili, bo to była według mnie najbardziej żałosna i bezsensowna śmierć. Duży minus.

-Finn humorystycznie, czarnoskóry bohater i podpierdzielił więźnia i dwa statki :D

Z pewnością będę czekać na kolejną część, mam nadzieję również, że ukazane zostaną bitwy rodem z pierwszej trylogii (4-6).

Moze byc. 7/10.

Postac Hana Solo zniszczyla ten film. Ogladanie starego Forda, ktory ledwo biega, a mimo to nadal probuje byc tym uroczym lajdakiem, zwyczajnie bolalo. To byla jedna z najlepszych postaci, a w nowym filmie probowano do tego nawiazac. Niestety z marnym skutkiem. Wolalbym, aby Han Solo zginal juz przed laty - zabity przez wlasnego syna. Aby ta historia byla tylko ciezka, przykra wzmianka. To by duzo lepiej zadzialalo dla filmu, a role Hana Solo mogl przejac najlepszy pilot republiki - Poe. Smutne, ze Han zginal w taki sposob ale ciesze sie, ze do tego doszlo, bo nie bedziemy go ogladac w kolejnych filmach. Wole pamietac go jako tego mlodego szmuglera z czarujacym usmiechem, niz starego pryka, ktory ledwo sie porusza.

Otwarcie serii bardzo dobre. Daje nadzieje na jeszcze lepsze kolejne czesci. Teraz ciezar tego klasyka zostal juz zrzucony, wiec mozna swobodnie tworzyc kolejne filmy. Widac bylo, jak legendarna saga ciazy na tworcach, co starali sie udzwignac licznymi odniesieniami do glownie starej trylogii. Z pewna trudnoscia tez wprowadzali starych bohaterow (jedynie Luke i C3PO mieli dobre wejscie), ale za to ci nowi sa bardzo dobrzy. Moze nie do konca przypasowal mi ten czarny, ale reszta bardzo na plus. Szczegolnie Poe i syn Hana. Ta jego slabosc, kompleks Vadera... Nie jest silny, to slabeusz i dlatego tak bardzo mi sie podoba.

Walki na miecze wprowadzone troche na sile. To Star Wars i musi dojsc do jakiegos pojedynku, ale przeciez: ani murzyn, ani ta laska nie byli wyszkoleni w szermierce, wiec zupelnie mogli darowac sobie taka walke. Co bardziej irytujace: ta laska wygrala z gosciem, ktory lepiej wlada moca i przeszedl szkolenie w poslugiwaniu sie mieczem swietlnym. Ona pierwszy raz trzymala te zabawke w dloniach i go pokonala. To bylo slabe. Same walki dyzo lepsze niz w nowej trylogii. Tam bylo za duzo efekciarstwa, tutaj byly bardziej stonowane i przez to ladniejsze. Mniej skokow, wiecej finezji.

Film na plus, czekam na kolejne czesci. Luke wygladal KOZACKO.

-Kylo Ren...nie chciałbym oceniać wyglądu aktora ale on wygląda beznadziejnie jak na antagoniste. Nie ma również charakteru jakim szczycił się chociażby Darth Vader.

O to wlasnie chodzi. Jego slabosci tworza tego bohatera. Dzieki nim jest ciekawy. Sam wyglad tez mi odpowiadal. Nie jest to typ przystojniaka, to tez tylko poteguje ten efekt slabosci.

Do tego po co tą maskę zdejmował? Zepsuło to tą postać już całkowicie, co za lamus. Zresztą irytuje mnie też to, że ta cześć nie miała jednego, głównego arcy wroga, jak poprzednie czesci Vadera. Niby był Ben, niby jest ten wielki typ, imienia zapomniałem, niech będzie Galactus. Postac tego generałka też była spoko, ale nieco niewykorzystana

Zepsulo? Raczej dodalo glebi. Uwypuklil sie kompleks Vadera.

A mnie od razu najbardziej zastanawiała postać Snokea. Oglądając film, miałem pewne skojarzenia i pomysły. Po powrocie z sensu złapałem za lapka i szukałem, i teorie troche się sprawdziły po przeczytaniu tego http://naekranie.pl/aktualnosci/kim-jest-snoke-z-przebudzenia-mocy-muzyka-sugeruje-odpowiedz-766415


Ale, moje wcześniejsze z kojarzenia nie były spowodowane tym co zostało napisane w tym artykule, a bardziej z książką.

Nie zostało to wyjaśnione w filmie, ale mocno spekulować można.


Na stronie 17, rozdział 1, książki Darth Plagueis, przed tym jak Plagueis zabija swojego mistrza wypowiada słowa. " Otóż to, Mistrzu. Twoja śmierć nastąpi na moje życzenie. Sam powiedziałeś, że dążenie do celu to droga do zwycięstwa... i tak właśnie się stało. Spocznij w pokoju ze świadomością, że jesteś ostatnim z Zakonu nadętej Zasady Dwóch, a twoja śmierć zapoczątkuje nastanie nowego porządku, na którego czele będę stał przez tysiąc lat!"


Darth Plagueis zabijając swojego mistrza chce zakończyć tzw. Zasadę Dwóch wymyśloną prze Banea, po czym nastąpi Nowy Porządek (tak, to co zostało stworzone na zgliszczach imperium, i widzimy to w 7 części) na którym czele będzie stał własnie Darth Plagueis. Nawet podobieństwo Snokea do okładkowego Plagueisa jest widoczne: http://vignette2.wikia.nocookie.net/starwars/images/0/05/Darthplagueis-cover.jpg/revision/latest?cb=20110713215940

Także, wydaje mi się że Snoke, to mistrz Palpatinea. Co było by fajnym zabiegiem, dla starszych fanów SW.

Walki na miecze wprowadzone troche na sile. To Star Wars i musi dojsc do jakiegos pojedynku, ale przeciez: ani murzyn, ani ta laska nie byli wyszkoleni w szermierce, wiec zupelnie mogli darowac sobie taka walke. Co bardziej irytujace: ta laska wygrala z gosciem, ktory lepiej wlada moca i przeszedl szkolenie w poslugiwaniu sie mieczem swietlnym. Ona pierwszy raz trzymala te zabawke w dloniach i go pokonala.

tego nie wiesz :P Żadne z nich pewnie nie miało w rękach miecza (chociaż kto wie co Rey znajdowała przez lata), ale oboje byli w jakiś sposób trenowani w walce z bronią białą. Widać to chociażby po scenie, w której Finn po raz pierwszy łapie za miecz i walczy ze zwykłym szturmowcem, od którego dostaje zresztą srogie baty ;d Biegłości Rey nie można tak łatwo wytłumaczyć, ale wydaje mi się, że nie tyle ona jest tak dobra, co po prostu Kylo Ren jest jeszcze słaby, ranny i rozdarty psychicznie, a jej wrodzony i naturalny talent pozwala na zwycięstwo. Kto wie, może jakiś wpływ na przebieg walki miał również fakt użycia przez Rey miecza Luke'a, z którym od pierwszego dotyku weszła w jakąś ciekawą, nie do końca wyjaśnioną interakcję.

Ale, moje wcześniejsze z kojarzenia nie były spowodowane tym co zostało napisane w tym artykule, a bardziej z książką.Nie zostało to wyjaśnione w filmie, ale mocno spekulować można.

nie zostało wyjaśnione w filmie, bo ta książka nie należy do kanonu, więc o ile nowi scenarzyści nie zdecydują się na zaglądanie do legend i innych źródeł rozszerzonego uniwersum, to wszystkie informacje zawarte w niej nie będą miały miejsca w świecie filmowej sagi.

Dokładnie, ale moim zdaniem nazwy nie są przypadkowe. Postać Darth Plagueis nie jest tylko książkowa, była o nim wzmianka też w filmie. Także jak najbardziej można to wykorzystać. Fabuły z książki na pewno nie wezmę, ale nazwa Nowy Porządek wątpię żeby była przypadkowa.

tego nie wiesz Żadne z nich pewnie nie miało w rękach miecza (chociaż kto wie co Rey znajdowała przez lata), ale oboje byli w jakiś sposób trenowani w walce z bronią białą. Widać to chociażby po scenie, w której Finn po raz pierwszy łapie za miecz i walczy ze zwykłym szturmowcem, od którego dostaje zresztą srogie baty ;d Biegłości Rey nie można tak łatwo wytłumaczyć, ale wydaje mi się, że nie tyle ona jest tak dobra, co po prostu Kylo Ren jest jeszcze słaby, ranny i rozdarty psychicznie, a jej wrodzony i naturalny talent pozwala na zwycięstwo. Kto wie, może jakiś wpływ na przebieg walki miał również fakt użycia przez Rey miecza Luke'a, z którym od pierwszego dotyku weszła w jakąś ciekawą, nie do końca wyjaśnioną interakcję.

Do mnie to nie przemawia. Nie mozna tego tak na sile tlumaczyc. Miecz swietlny to szlachetna bron, a oni nia wladaja lepiej od Kylo Ren, ktory od malego byl szkolony we wladaniu nia. Naturalny talent nic tu nie pomoze. No i watpie, aby szturmowiec byl szkolony we wladaniu mieczem. Fajne byly te walki, bardzo, ale to bardzo mi sie podobaly, ale dla dobra filmu lepiej, gdyby pierwszy pojedynek odbyl sie w kolejnym epizodzie. Choc pewnie fani byliby zawiedzeni... i nie jestem w stanie powiedziec, czy ja rowniez bym tak sie nie poczul ; ). Ciezko dogodzic.

może nie konkretnie mieczem, ale na pewno jakąś bronią białą, no i przy okazji tego oddziału szturmowców można chyba mówić o treningu bojowym już od najmłodszych lat. Nadal jednak mówi się o "nich", podczas gdy Finn owszem, miecz trzymał, ale obie swoje walki sromotnie przegrał i prawie zginął. Wiadomo, że przeżyje na potrzeby kolejnych części, ale Kylo zostawił go na śniegu w stanie co najmniej krytycznym. Co do Rey to w sumie nie wiadomo i można jak na razie jedynie gdybać jakim cudem mogła podjąć walkę. Mi się osobiście wydaje, że między innymi dlatego, że Kylo jest po prostu słaby i mam szczerą nadzieję, że zrobią z niego mega badassa w kolejnych odsłonach. W sumie od przebiegu historii kolejnych części będzie zależała również moja ocena tej siódmej. Wyjdzie na jaw czy Ben jest postacią, którą wykreowali w sposób, który będzie łatwo modelować czy jest może po prostu pomyłką castingową.

Nie jestem jakimś tam wielkim fanem, sam obejrzałem wszystkie części po raz pierwszy jakiś tydzień przed premierą 7demki (wolę miecz i magię niż sci-fi [chociaż WH40K ubóstwiam] ). Ogólnie oglądałem w kolejności 1-7 i patrząc pod tym względem części 4-6 jakoś kiepsko do mnie przemawiały, ale rozumiem nie ta technologia inne czasy etc. etc.. Same "Przebudzenie mocy" przyznam bardzo fajny film, ale następca Vadera za bardzo przypominał mi Andy'iego Samberg'a z The Lonely Island, widząc go od razu przyszedł mi teledysk "Jizz in my pants" no i nie mogłem go strawić xD. Wiele osób piszę na temat spekulacji między Rey a Lukiem. W piwnicy w karczmie jak Rey dobywa miecza to Maz Kanata (ta w okularach) mówi jej że należał do Luka i jego ojca "It belongs to Luke and his father and now to you. [...] their legacy for you Rey" - moim zdaniem to oczywiste że Rey jest córką Luka.

Jest tak naprawdę jedna rzecz która mnie kopneła w rozum podczas filmu. Pokazana jest nowa "Gwiazda Śmierci" i słońce tuż obok. [1] Wielkość planety oraz urządzenia nie pozwala na zgromadzenie takiej ilości energii - to tak jak do armaty o średnicy lufy 20cm pakować kulę o średnicy 100cm... U CANT DO THAT. [2] Skoro już pokazali że DeathStar pochłonęła energię słońca to czemu byli wstanie zniszczyć tylko jeden układ planetarny skoro moc takiej gwiazdy jest zdolna zniszczyć kilkadzieścia takich układów? Nie wystarczyło by żeby DS wciągała tylko część mocy, jakieś tam 1/25? Po wchłonięciu mocy z całego słońca, to na całej planecie powinny zapaść mrozy typu -273'C czyli 0 absolutne bo tak to działa.

Wiem że pójdzie jakiś tam hejt na mnie ale po prostu uważam że prawa fizyki obowiązują wszystkich - zarówno rzeczywistość jak i filmy czy spekulacje. Tak samo jak myśliwiec TIE nadal wytwarza dźwięk w próżni (to jest po prostu geniusz trollingu) czy miecze świetlne zasilane przez kryształy.

Po obejrzeniu filmu oceniłbym film na jakies 7,5/10 w porywach 8/10. Dlaczego taka ocena a nie inna? otóż już tłumaczę

-Kylo Ren- już widzę że dużo osób na niego narzeka, jednak uważam że aktor kompletnie nie pasuje mi do mistrza ciemnej strony mocy, jego gra aktorska, te zagubienie i smutek w ogóle nie były dla mnie przekonywujące

-Śmierć Hana Solo- Widać że była wklepana w film na siłę, Harrison Ford już w 6 części namawiał twórców na uśmiercenie Hana, jak widać ostatecznie doszli do porozumienia i umarł bezsensowną śmiercią.

-Mało wyraziste postacie, myślę że w kolejnych częściach się to zmieni i poznamy lepiej historię choćby Finna, Rey i Poe Damerona.

-Bardzo szybko przechodzili od jednej sceny do drugiej, film bardzo szybko zmieniał swoją dynamiczność aż za szybko, myślę ze to była zasługa tego iż po zmontowaniu filmu wyszedł im ciut za długi, dlatego szybciej przechodziliśmy od jednej planety do drugiej.

Co do krytyków walki na miecze świetlne, uważam że bardzo dobrze zostały one ukazane- Nie wiemy tak naprawdę przez ile miesięcy? lat? był trenowany Kylo Ren przez Luke'a.

Tym bardziej pokazanie niezdarności Finna i Rey we władaniu mieczem świetlnym to celowy i bardzo dobry zabieg, także Kylo na pewno nie był tak zaawansowanym szermierzem a w dodatku jak sami widzieliśmy krwawił i jego zdolności ruchowe były ogarniczone.

Więc podsumowując uważam że była to bardzo dobrze ukazana walka, tak jak być powinna.

Jak dla mnie 9/10

- Kylo Ren - tak powinien wyglądać Skywalker w 3 części ale ogółem średnio Ben wypadł w 7 części, szczególnie po zdjęciu maski. Teraz po całkowitym przejściu na ciemną stronę może w końcu coś pokaże.

- Han Solo i śmierć - bez zdziwienia, Ford już w starej trylogii chciał śmierci Solo

- 7 część - motyw mocno ściągnięty z części 4 ale nawet z tym bardzo przyjemnie mnie się to oglądało

- Snoke i sprawa z muzyką - bardzo bardzo możliwe, że to Plagueis

- Akcja po spotkaniu Hana i Lei nabrała bardzo szybkiego tempa, od razu podróż tam, tu x-wingi itd.

- Daniel Craig jak Stormtrooper wodzony przez Rey po raz pierwszy :v

Obejrzałem, film d*py nie urwał... zdecydowanie lepiej przedstawiony niz pierwsze trzy czesci. na plus ida efekty specjalne i gra aktorska. Na minus sami jedi czy sith. Pamietam jak ogladalem walke Anakina z Obim bardzo mi sie podobala i byla bardzo widowiskowa. Natomiast walka kopii Vadera z panna ktora co dopiero poznala swoje moce... coz byla po prostu bez kompletnego polotu, zawiodlem sie tym na maxa. Kolesie z swietlnymi mieczami ktorych zapamietalem byli prawdziwymi madafakerami. Tu natomiast wygladalo to tak jakbym mial doczynienia z walka jakis paziów, ale ok. Film faktycznie w duzej mierze byl kopia 4 czesci tyle ze z wieksza gwiazda smieci i mniejszym zabawnym robocikiem :) i troche inna maska Vadera. No ale z drugiej strony po co zmieniac cos co bylo dobre :). Ogolnie efekty specjalne duzy plus(ciagle cos sie dzialo, nie bylo czasu odsapnac) fabularnie... coz plytko i przewidywanie. Aaaa i faktycznie postac Hansa Solo.... staruszek ktory stara sie grac mlodzienca... Zdecydowanie na nie.

Jak dla mnie film był bardzo dobry, ale znajdzie się parę minusów:

- Kylo Ren za wcześnie został pokazany bez maski, powinien ją ściągnąć dopiero przy spotkaniu z Hanem,

- Rey, której korzystanie z mocy przychodziło ot tak bez żadnego treningu

- walka Rena z Rey, w której moim zdaniem Ren powinien z łatwością zniszczyć Rey, zarówno w walce na miecze jak i w używaniu mocy, nawet pomimo wcześniejszej rany(właściwie to ta rana powinna go wzmocnić w mocy)

@FreeQ Jedyny jedi w VII części to Luke, a sith (i to nawet nie na 100%) to Snoke. Także nie było tu miejsca na walkę 2 mistrzów mocy. Kylo Ren pokazał, że zdecydowanie nie jest sithem, ale po zabiciu Hana i przejściu jakiegoś treningu u Snoke pewnie stanie się dużo ciekawszą postacią. Mam tylko nadzieję, że nie będzie happy endu dla Rena i nie wróci na jasną stronę mocy.